Podróże kształcą wykształconych

To miał być blog z tezą. Oświecenie i kartezjańskie przekonania są autorem nerwic, z płciowymi na czele. Niby oświecenie miało odbić się od średniowiecza, a jedynie wymieniło pionki w dualiźmie dobra i zła, na dualizm ciała i umysłu. Wtedy arbitralnie postanowiono, że materialne i widzialne stoi w opozycji tego, co niematerialne, niewidzialne, duchowe, mentalne. Oświeceniowe przekonanie ustanowiło trend, że nasze ciała są maszynami do przenoszenia po świecie materialnym duchowych i intelektualnych treści. Zamienił stryjek siekierkę na zaburzenia osobowości i samouprzedmiotowienie.

Jestem fanką poppsychologii. Zwłaszcza postrzegania podświadomości. To taki worek z tyłu głowy, do którego wpadają wszystkie traumy, zwłaszcza autorstwa naszych rodziców, a wyjąć z niego można ponadnaturalne zdolności i kosmiczną mądrość. Podświadomość do tego lubi narkotyki, bo ją wyzwalają z okowów konwenansów, ale to ona powoduje alkoholizm. Panuje kult traumy. Nowe wynalazki jak lęk przed oceną, odrzuceniem, sukcesem, porażką, pomagają czuć się dobrze z inercją i biernością. Wszystko można zrzucić na rodziców, dobrać sobie kompatybilną z potrzebą sytuacji traumę i jest git, gra gitara. Zinternalizować zaburzenie, nie brać za nie odpowiedzialności i powiedzieć, jestem jaki jestem.  Będe Cię gryzł i kopał, a Ty masz mnie kochać, bo moja mama mnie nie przytulała w dzieciństwie. Wchodzę w toksyczne związki, bo tata był emocjonalnie nieobecny. Później, nie ufam mężczyznom, bo mam traumę z poprzedniego związku. Hitem jest trauma braku traumy. Może gdyby moi rodzice pili, bili, to bym miał ambicje, a tak, to po co? Wytrawni koneserzy traumy idą o krok dalej. Mało im traum z tego wcielenia, więc sięgają po traumy z poprzednich. Jedna Pani jest otyła, bo „w poprzednim wcieleniu umarłam na śmierć głodową”.

Sama dałam się nabrać. 3 lata temu potrącił mnie samochód i pękła mi czaszka. Od tamtego czasu, gdy jazdziłam samochodem, miałam wizje, że każdy samochód z naprzeciwka zjedzie na nas na czołówkę. Czułam to cieleśnie. Oczywiście robiłam wokół siebie szum z tym związany, nawołujący do opieki i delikatności, wożących straumatyzowaną pasażerkę. Dlatego odkładałam wizytę u psychola, by to ustawić. Krzyś, mąż Kasi, jest kierowcą rajdowym. Oboje mają ciężkie stopy i parkinsona kierownicy. „Krzysiu, jedź wolniej, bo Adzia ma traumę powypadkową.” mówila Kasia. Krzyś jest zabawnym człowiekiem, facetem, co się w życiu nie cacka. Pokazał mi nagranie z kamery w rajdówce, która po spotkaniu z drzewem wyglądała jak kostka rubika. Po traumie ani śladu.

 

Preludium do „Światła w czarnej dupie”

Wyjechałam na nieplanowane wakacje. Zapadłam na nieplanowaną obsesję. Jem dużo nieplanowanego jedzenia, ale jestem szczęśliwa zgodnie z planem.

Do skrzynki mailowej wpada list od wydawnictwa, z zapytaniem, czy nie rozbudowałabym tematu „pieniądze wskażcie mi drogę bo błądzę 2” do książki. Ciekawe, bo to wydawnictwo odrzuciło moje propozycje w roku 2005 i 2009 i bardzo dobrze. Odpisałam, że oczywiście, książka się napisze. Jednak byłoby nieodpowiedzialnym przyłożyć rękę do inwestycji w publikację, której grupą docelową są ludzie bez kasy i to w czasie trudnym na rynku wydawniczym. Jestem zdania, że kapitalizm jest maszyną, która oddziela to, co potrzebne, od tego, co zbędne. Nie żadną niewidzialną ręką rynku, ale milionami widzialnych rąk zapotrzebowania klientów. Mimo wszystko, uważam, że skoro poruszenie tego tematu ściągnęło na mojego skromnego bloga tylu czytelników, skoro do skrzynki wpadają maile z podziękowaniami, to jest to potrzebne.

 

„Światło w czarnej dupie” powstanie do 15.12.2013, premiera w moje urodziny. Będzie dostępna w formie ebooka za 7,77 zł na amazonie, aukcjowniach, stronie, ale każdy, kto poprosi dostanie ją za darmo. Do współtworzenia zaproszę edytorkę, korektorkę, profesora psychoanalizy Jungowskiej. Praktyków biznesu, znajomych przedsiębiorców dużych i CEO korporacji, oświeconych i jednego teoretyka, speca od makroekonomii, bo kto umie robi, kto nie umie, się wymądrza. Ziomów, którzy zaczynają w sektorze kreatywnym, tworzą franczyzy, biznesmenów, którzy ostatnio zbankrutowali, którzy się ostatnio dorobili. Ludzi, którzy mają historie od zera do bohatera i od bohatera do zera. Będzie o przekonaniach, o karmie, o kryzysach. Nie będzie to poradnik, ale światło dla ludków w czarnej dupie. Zaraz po tym, jak zapadła decyzja, mama poznała mnie z Tomkiem, handlarzem diamentów. Dzisiaj przeprowadzę z nim pierwszy wywiad.

Wszystkich proszę o to, by popracowali pro bono, a zyski z książki pójdą na cele charytatywne. Na co dokładnie, będą głosowania na fanpage’u.

Zainteresowanych współpracą zapraszam na koniecznyada@gmail.com. Potrzebny jest ktoś, kto postawi stronę, ktoś, kto tę iskierkę rozdmucha na trzy wsie i cztery powiaty za pomocą social media i innych świrtualnych promocji i dużo, dużo historii ludków.

 

Ps. Wymyśliłam swoją emeryturę. Jak już się namiotam twórczo i biznesowo, kupię dom na Bali blisko morza, wybuduję mały pensjonat, łódz i sprzęt do nurkowania. Będę sprzedawała wakacje z jogą, nurkowaniem i warsztatami arteterapii dla przedsiębiorców uderzających o wypalenie zawodowe.

O nurkowaniu i nożu

Nie zliczę ile razy oglądałam „Into the blue”. Za każdym razem z pełnym niezrozumieniem. Najpierw nie rozumiałam motywacji głównego bohatera, jego braku motywacji, relacji z innymi postaciami, a do teraz nie rozumiałam zakończenia. Czegokolwiek się nie uczę, przydaje się czegoś innego. Reżyseria do biznesu, taniec do pisania, a joga i dzieła oświeconych… do nurkowania.

Pierwsze zejście to lekcja czym jest i ile znaczy równowaga i pokora. Wprawianie w nawyk mechanicznych czynności przy jednoczesnym niemyśleniu stanowi o przetrwaniu. Chwila rozproszenia, pozwolenia sobie na luksus lęku, braku zaufania do sprzętu, kompana, dive mastera, absolutu, rozpoczyna huragan samonapędzającej się szamotaniny, z której wyjść pozwala jedynie spokój. Mój los zależy od nich. Ja zależę od nich. Niewygodnie mi z tym. Ahmed trzyma mnie za rękę, czule, troskliwie, empatycznie, jakby trzymał moje myśli. W uszach jedynie furkot wydychanych bąbli. Przepiękne kolory, kształty, faktury rafy i ryb. Stan nieważkości i powolne, miękkie ruchy. Kasia porusza się nonszalancko i cyka fotki. Przepływa wspomnienie kogoś, z kim się dźgaliśmy nożami słów. Kaskada obaw, przyspiesza oddech, powietrza za mało, kamizelka za luźno, woda w masce, zależę, zemdleję, umrę. Ahmed natychmiast reaguje. Chwyta moją maskę, szuka kontaktu wzrokowego. Uśmiecha się, wygłupia. Jest dobrze. Spływamy na 11 metrów. Na dnie wielki nóż, ma jakieś 2,5 metra długości. Projekcje, skąd się tam wziął, poczucie absurdu, nerwowy śmiech, nie umiem się śmiać z butlą, znów echa słów, noży i ran, żalu do siebie, niezamkniętych spraw, panika. Trzy gesty Ahmeda. Spokój.

Cisza. Najpiękniejsza jaką słyszałam. Zestrajam się z otoczeniem, sytuacją, przyglądam się rybom, a one łypią na mnie. Ulga. Śniła mi się. Wiele razy. „Zostawię Cię tutaj, pod nożem. Tak będzie lepiej.” Wypływam, metr po metrze, powierzchnia, zdejmuję maskę, butlę, płetwy, piankę. Mama czeka na łodzi, cała dumna. Jakby drugi raz urodziło mnie morze. Nóż wystarczy zostawić raz.

Nie spóźnić się o pół kroku.

Poszłam na zajęcia MMA. Pierwsze zajęcia grupowe w mojej 3 miesięcznej karierze. Tremy mnie to kosztowało… Co innego, domeczek, komputerek, tutorialki, jeden, drugi, trzeci kolega, co łypie troskliwie, jak się nie udaje, to się śmiejemy z urokliwej niezdarności. Grupa obcych ludzi, adrenalina przed kompromitacją. Niedaleko znalazłam klub,  za 120zł mogę chodzić do 4 sekcji MMA, Viet Boxu i Boxu. Marzenie. Jako prawdziwa kobieta nie wiem czego chcę, więc na wszelki wypadek chcę wszystko.

Zbiera się grupa. Kolesi jest 27 i ja. Rozgrzewka, jestem najsłabsza, rozciąganie, idę na tył, by się nie wypinać w twarz. Atmosfera robi się gęsta. Skupiam się na technice. Mam precyzję, koordynację, słabo z siłą i prędkością. Brniemy. Podejścia do wyskoków. Rozproszyłam się. Wylądowałam niedobrze. Pisnęłam cichutko. Kucam. Odwracają się głowy, cicho jak sowie, dobitnie jak wilcze.  Migają czarne kropki. Oczy niedobre. Posępne, chytre. Zignorowałabym to, gdyby nie jeden koleś, co obejrzał się po tych, co się obrócili. Wzruszył ramionami nerwowo i zaprzeczył głową, na znak, że się nie miesza. Zajęcia się skończyły. Sytuacja nie przeszła mi przez mechanizm racjonalizacji, aż w nocy skończyły mi się papierosy. Idę do nocnego. Staję pod klatką. Nogi wrastają mi w ziemię. Mam dekolt. Od 14 roku życia łajdaczę się nocami po ulicach miast, jak po swoim salonie z bezinteresownym poczuciem bezpieczeństwa. Nie przeszkadzała mi nawet afera, kiedy jednemu kolesiowi obcięli rękę w Żyrardowie. Teraz przeszkadza mi dekolt.

Pożaliłam się Niezniszczalnemu. Mówi, jak zacznie się tarzanie w parterze, skoczy ciśnienie, to nikt nikomu nic nie powie. Tak bywa, gdy nie ma tradycji, a motywuje ulica. Bagno behaworalne. Zabronił mi tam wracać. Spotykam Szymona Maga. Mówię mu o sytuacji, obawach, on jest stąd. Chcę usłyszeć, że wymyślam i shizuję. Zabronił mi tam wracać. Przejął się. Poprosił, bym wieczorem przeszła się na Limana, by mnie widziano z jego stadem.  Opowiedzieli mi nasze miasto, dokładnie rejony, w których były napady, gwałty i pobicia. Szymon zakłada własną sekcję MMA w Żyrardowie. Proszę go, by założył sekcję przyjazną dla lasek. Będzie. Resztę grupy zorganizuję. Skorzystał z atmosfery i przytulił się pod pozorem przytulenia mnie. Dopiero teraz, z bliska, dojrzałam kropki na lewym oku i czole. Zauważył, że zauważyłam. 6 lat, napad z bronią w ręku, pobicie i kradzież. Dlaczego tego nie zauważyłam? Dlaczego nie chciałam tego zauważyć?

Idziemy obok przejścia dla pieszych na 1 Maja, ruch duży, gęsty. Maleńki 4 letni blondasek biegnie sam na pasy. Serce stanęło. Zza krzaków go nie widać. Skowyt, ujadanie, przeraźliwe, przeszywające ciało. Matka zdążyła w ostatniej sekundzie. Złapała malca za ramię i uniosła go wysoko. Lała go bezlitośnie, wyła. Gdyby spóźniła się o pół kroku… Kierowca passata nie miał jak go zauważyć. Nie wiem komu powiedzieć, by wycieli te pierdolone krzaki.

Nauka sztuk walki zyskała ciężar gatunkowy. Mantruję co powiedział kiedyś Filip. „Jest wokół Ciebie wielka biała bańka opatrzności i widać ją z daleka, jest tak gęsta, że palca nie włożysz.”.

Nie spóźnić się o pół kroku. Rozchorowałam się.

 

Pieniądze, wskażcie mi drogę bo błądzę 2

 

Notka, napisana na zamówienie ziomów, co toną w długach, nie idzie im finansowo i mają nóż na gardle. Oto autorski system naprawczy.

  1. Weź odpowiedzialność. Napisz 2 liczby. 1 to suma, Ile miesięcznie kosztuje przetrwanie, ile kosztuje komfort, ile kosztują  podróże, oszczędności, przyjemności, ekstrawagancje. Dodaj liczby do siebie. Pomnóż razy 12. Liczba 2 – policz ile zarabiasz rocznie, odejmij od sumy długi, kredyty, odroczone zobowiązania, te u rodziny, przyjaciół też. Masz dwie liczby. Docelową i obecną. Jeśli miedzy liczbami jest przepaść, weź za tą przepaść odpowiedzialność, bo jej autorem jesteś Ty, Twoje działania, Twoja użyteczność, Twoje decyzje, Twoje umiejętności. Liczba 2 to bezlitosna recenzja, ile to co robisz jest warte teraz.
  2.  Wykreśl ze strumienia świadomości słowo kryzys i spowolnienie gospodarcze. Weź odpowiedzialność za swoją przepaść i nie zwalaj winy na koniunkturę, gospodarkę, korporatyzację, rząd, pogodę, wrednego szefa, globalizację, fatum, klątwę itp. Winę zwalają dzieci, odpowiedzialności się trzeba nauczyć. Jeśli nie potrafisz odciąć się od zbiorowego jojczenia, przestań oglądać, czytać, słuchać wiadomości. To konkursy, kto dziś jest w czarniejszej dupie. Przestań gadać z ludźmi, którzy mają teorie spiskowe i są ofiarami świata. One Ciebie nie dotyczą, jeśli tego nie chcesz. Nie bądź jedną z tych osób, która się cała rozpala, gdy opowiada, jak wiatr wieje w oczy. Jesteś tam, gdzie jesteś, bo chciałeś tam się znaleźć i zrobiłeś wszystko co możliwe, by tam być. (poza kilkoma przypadkami). Nie oglądaj programów makeoverowych i wszystkich od zera do bohatera, takich jak kuchenne rewolucje, jak dobrze wyglądac nago, bitwa o dom i inne bzdury. Przyjemność z oglądania tych formatów projektuje się tak, by widz miał zastrzyk endorfin z oglądania tego, jak ktoś inny naprawia komuś życie w 3 dni. Nie pokazuje się ile zmiana kosztuje. To jest kłamstwo z bajki o kopciuszku z Gesslerową na białym koniu albo o tym, że chudszy, lepiej ubrany tyłek naprawia całe życie.
  3.  Zweryfikuj swoje przekonania na temat pieniędzy. Prawdopodobnie ich nie chcesz, skoro ich nie masz. Prawdopodobnie te przekonania pochodzą z domu rodzinnego. W bajkach ludzie bogaci są źli i głupi. Wywal z głowy wszystkie rojenia pocieszycielskie ludzi mentalnie biednych. Że pieniądze psują, że są źródłem cierpień, że powodują problemy, że szlachetniej jest być biednym. Zwłaszcza te z kościoła o jedni ubóstwa i duchowości. Oryginalnie tam o co innego chodziło, ale zagubiło się w przekładzie. Biblia Pauperum nie była komiksem dla biednych niepiśmiennych, ale podręcznikiem z inspiracjami dla księży, ubogich w inspiracje na kazania. Oświeceni, których znam, nie cierpią na braki materialne. Wręcz przeciwnie.
  4. Zweryfikuj swoje uczucia wobec pieniędzy. Prawdopodobnie się ich boisz, bo Cię tak nauczono w domu rodzinnym. Może Ci wyliczano, może Ci żałowano. Wybacz starym, jeśli Ci żałowali, wpoili Ci do serca mentalną nędzę. Robili tak, bo socjalizm wyprał im mózg. Wybacz socjalizmowi, bo nasza część europy dostała sraczki po przyspieszeniu gospodarki i Lenin starał się zadziałać jak stoperan, ale za bardzo kochał ludzi. Kapitalizmowi też wybacz za to, że jest bezwzględny. Naucz się z nim żyć, bo alternatywy nie ma jak na razie. Wyeliminuj wszystkie negatywne emocje wokół pieniędzy. Polub pieniądze i bądź zdania, że na nie zasługujesz. Jeśli praca z przekonaniami nie pomoże, zacznij robić coś, za co ludzie płacą w gotówce, najlepiej w usługach, ale możesz też sprzedawać coś, co sam zrobisz. Patrz na swoje reakcje, gdy Ci ktoś wręcza pieniądze. Naucz się przyjmować kasę z radością. Nie uciekaj do sprzedaży w necie, aż się tego nie nauczysz.
  5. Wymyśl siebie na nowo. Pomyśl, jak chcesz żyć. Nie myśl, skąd wziąć pieniądze, gdzie są pieniądze, myśl jak chcesz żyć, co robić, jak i z kim. Pieniądze to skutek uboczny, nie cel. Zacznij żyć tak, jak chcesz. Pomysły na biznes, nawet najlepsze, mogą nie wyjść, bo biznes to osoba, a nie pomysł.  Skoro to, co robiłeś, zaprowadziło Cię tam, gdzie jesteś, znaczy, że robisz coś nie tak albo masz konflikt w sobie. Rób coś innego.  Naucz się czegoś. Spróbuj czegoś nowego. Nie wysyłaj następnych 842259098 cv, skoro nikt nie otwiera Twoich maili. Jest mnóstwo programów szkoleniowych z myślą, o ludziach na zakręcie.
  6. Nawet jak żyjesz za 1zł miesięcznie, nie odcinaj się od ludzi, nie wykręcaj się ze spotkań towarzyskich. Nie zamykaj się w domu oglądając seriale. Odbieraj telefony. Spotykaj się z ludźmi, którym się układa. Niezależnie, jak bardzo czujesz się upokorzony Twoją sytuacją. Dobry networking jest krytycznie ważny, jeśli nie najważniejszy.
  7. Pilnuj długów. Otwieraj skrzynkę, rachunki, sprawdzaj stan na koncie, informuj gazownię, że się spóźnisz, pisz podania, wnioski, konsoliduj kredyty. Dzwoń do ludzi, którym wisisz pieniądze, powiedz, że jeszcze nie masz. Nigdy, przenigdy, nie pożyczaj pieniędzy, by spłacić długi. Odraczając płatności polubownie uchronisz się przed syfem,  a przed komornikiem nawet i przez rok. Miej wszystko zapisane.
  8. Nie kradnij. Niczego. Nie podbieraj spinaczy, nie drukuj w pracy książek z chomika, nie zabieraj pałeczek od chińczyka. Nie rób skoków na unijne miliony dla palantów. Nie chodź na bankiety, by się nażreć na tydzień. Nie opalaj z pół paczki kumpla. Nie chodź w gości z pustymi rękami, a jeśli idziesz, to przeproś, że nic nie masz. Przestań kraść, a potem wbij sobie do głowy żeliwną patelnią, że ludzie nie kradną. Jeśli myślisz, że ludzie kradną, to tak naprawdę myślisz o sobie.
  9. Proś o pomoc. Twoim moralnym obowiązkiem jest nie cierpieć. Twoim moralnym obowiązkiem jest prosić o pomoc. Nie graj w totolotka, zdrapki, w automaty, nie daj się nabrać, na łatwe programy gry na giełdzie, to mentalna bieda i krzyk rozpaczy. Jeśli toniesz w długach i nie masz co jeść, nie proś o to, by Ci pożyczono pieniądze. Poproś, by Ci je dano. Jeśli chcesz się czegoś nauczyć, a to kosztuje, powiedz w jakiej jesteś sytuacji i poproś o to, by Cię tego nauczono za darmo albo, że zapłacisz, za rok albo, że zapłacisz w barterze. Zdziwisz się, ale nie ma lepszego komplementu dla nauczyciela, jak taka prośba o pomoc. Jeśli sie nie zgodzi, to znaczy, że nie wierzy w skuteczność tego, czego naucza. Jeśli masz przekonanie, że musisz najpierw mieć kasę, by zrobić biznes, to jesteś w błędzie. Jeśli masz dobry networking, to wszystko można zrobić bez gotówki na start. Taki start też weryfikuje, czy jesteś gotowy na zarabiane, czy ludzie Cię kupują, czy to, co chcesz robić widzą jako potrzebne, czy potencjalni dostawcy, wykonawcy, zaryzykują razem z Tobą. To działa o wiele lepiej niż dotacja z Unii, która w sumie jest bajką o kopciuszku, bo żaden książę nie zrobi królewny i żadne pieniądze nie zrobią przedsiębiorcy.
  10. Ruszaj się. Uprawiaj sport, taniec, yogę…Codziennie. Nie po coś. Po nic. Jako cel sam w sobie. W czarnej dupie jest dużo czasu i to nie kosztuje. Wystarczy ciało i grawitacja. Jak masz z kim to dużo seksu. Jak nie masz, to sam ze sobą. Jak siada Ci libido, reaguj natychmiast. Zanik potrzeb seksualnych to pierwszy symptom depresji. Sport, taniec i seks, to bardzo skuteczne dzwignie z czarnej dupy.
  11. Posprzątaj. Wyrzuć rzeczy, które ukradłeś i okruchy, które dostałeś z hasłem „bo mi wadzi, nie widzi mi się, bo mam lepsze, bo nadpsute”. Nie popadaj w zbieractwo „bo się przyda”. Różne rzeczy możesz komuś oddać, jeśli są im potrzebne, a Tobie nie. Wyrzuć znajomości, w których dajesz, lub dostajesz okruchy, śmieci, nieużytki, niewypały, materialne i niematerialne. Są znajomości tylko na good times, tylko na bad times i przyjaźnie, relacje prawdziwe. Nie pozwól sobie i innym traktować siebie i innych jak dziada, co dopala pety z piaskownicy. Wywal znajomości z ludźmi, którzy narzekają i siedzą z założonymi rękami i ludzi, którzy mówią o innych tylko źle, są zdania, że wszyscy są głupi i wszystko jest bez sensu. To śmieci, z którymi osoba na zakręcie nie powinna obcować. Nie bierz śmieci, nie dawaj śmieci. Śmieci się wyrzuca.
  12. Nie bądź dziadem. Nie narzekaj, że jest drogo. Nie patrz z góry na ludzi, którzy wydają dużo pieniędzy, na rzeczy, na które Ciebie nie stać. Na to, ile co kosztuje nie masz wpływu, masz wpływ na to, ile zarabiasz. Nie kupuj jedzenia i kosmetyków na przecenie, ze względu na bliski termin przydatności do spożycia/użycia.
  13. Wydawaj. Nie bój się wydawać, bo zabraknie. Nie licz każdego grosza, niezależnie, w jak czarnej dupie jesteś.  Jeśli wpadnie Ci jakiś grosz, kup sobie czasem coś, na co Cię nie stać. Nigdy nie wydawaj pieniędzy z poczuciem winy. Nie żałuj, że za coś przepłaciłeś, bo gdzie indziej jest taniej. Nie zwracaj długów z żalem. Nie płać podatków z żalem.
  14. Dawaj. Dawaj 10% napiwku, jeśli flirtujesz z kelnerką/kelnerem to 20%(!!!!).  Mów, że ten ostatni grosz, to Ci kasjerka zwróci przy okazji, nie podnoś drobnych monet, które wypadną Ci z kieszeni. Mów, „na szczęście” i idź dalej. Jak wyjdziesz z dupy, pomagaj innym. Jak będzie dobrze, zasponsoruj coś komuś. Zapłać dalekiemu kuzynowi za lekcje fortepianu. Weź pod skrzydła przymierającego głodem artystę. Choćby paczkę makaronu mu kup i fajki. Robiąc prezenty nie zrywaj ceny. Na wszelki wypadek daj paragon, by osoba mogła zwrócić albo wymienić model. Jak nie masz pomysłu, daj pieniądze. Dawaj bezinteresownie. Jeśli Twój biznes się rozkręci, część zysku odprowadź na cele dobroczynne. Jeśli robisz coś wartościowego, działaj pro bono. Z radością.
  15. Pomagaj. Jeśli osiągniesz już swój punkt docelowy, nie patrz z góry na ludzi, którzy mają kłopoty finansowe. One zawsze są przejściowe, a stoły odwracają się nie wiadomo kiedy. Jeśli chcesz coś od osoby, która ma problemy finansowe, nie bądź chłamem i nie pozwól jej zrobić tego po znajomości, czy sprzedać po kosztach. Zapłać cenę rynkową. Jeśli osoba wije się jak piskosz przed gotówką, to uprzytomnij jej, że ten nawyk doprowadził ją tam, gdzie jest. Przysługi to sobie mogą robić ludzie, którzy sobie dobrze radzą.  Pomagaj ludziom ze świadomością, że Ty nie wyciągniesz nikogo z dupy, bo ona jest tak skonstruowana, że można z niej wyjść tylko samemu. Możesz dać wędkę. Nie złość się, jeśli obdarowany wędką nie jest na to gotowy i daje ciała. Tak się dzieje, bo jeszcze chce być w dupie, w końcu dupa jest wygodna, na coś mu potrzebna i to jest ok. Najlepiej daj czas i wsparcie. Najlepsze wsparcie to: wiara w człowieka, czuły kopniak w tyłek, bezlitosne lusterko przed nos, krzyż na drogę i jedzenie.
  16. Najważniejsze. Bądź wdzięczny za czas, gdy byłeś/jesteś w czarnej dupie, bo po jakimś czasie zrozumiesz, że to najlepsze co Cię mogło spotkać. Bądź wdzięczny tym wszystkim ludziom, którzy Ci pomagają, ale jeszcze bardziej, bądź wdzięczny tym, którzy zostawią Cię w potrzebie. Wdzięczność to nawyk, jeden z bardziej wartościowych, z którym, jak z samodyscypliną i umiejętnością kochania, nikt się nie rodzi. Nie uczymy się ich, gdy jest łatwo. Uczy nas tego błogosławiony stan czarnej dupy.

Wzębowstąpienie

Jedni lubią oczy, inni stopy, włosy, cycki, tyłki, dłonie. Ja lubię zęby. Inne zęby, trudne zęby, zęby niebanalne, zęby ukrywane, zęby szczerzone, zęby zaciskane, pozjadane, zęby naprawiane, zęby dziwne. Zęby i kontekst zębów w ciele. Zęby jako pointa dzieła stworzenia, zęby jako ostatnie zdanie eseju, wyjaśniające każde słowo, które niezrozumiale padło wcześniej. Lubię zęby. Kocham zęby. Ludzie poznają swoje twarze, sylwetki, ubrania, czytają z dat urodzenia, ze słów, obietnic, z cv, z metryk, ja czytam zęby. Rozumiem zęby, poznaję zęby, zęby darzę uczuciami. Zęby które się mnie bały, zęby które były moje, zęby za którymi tęsknię, zęby, których wolę już nie spotkać. Tyle znaczą zęby, ile osób znam, co mają zęby. Każde coś innego. Nie spotkałam dwóch takich samych zębów. Jedne zęby się zmieniają, inne nie. Zapomnę imię, zapomnę słowa, zapomnę okoliczności, nie zapominam zębów. Zęby wbijają mi się w pamięć. W głowie mam bazę danych tysięcy zębów.

Kamila jest cała mała, ale zęby ma wielkie, nie pomieściły się drobnej szczęce. Jak łopaty wbite w nieładzie w ziemię przed fajrantem, niedbale niby, ale bardzo piękne. Ma taki dziecięcy grymas, że marszczy całą twarz i podciąga wargi najdalej na ciemne dziąsła, widać wtedy cały arsenał. Przytępiona miłością chowa górne zęby, ale czasem drga jej dolna warga pokazując dolne. Uwielbiam patrzeć na kanapki z serem, które ugryzła. To moje ulubione zęby.

Filip ma wielkie, długie, spiczaste trójki na górze, a wokół proste regularne niemal idealne zęby. Uśmiecha się łagodnie, zawsze niespodziewanie, wydaje przy tym krótki, cichy, wysoki, ziewnięty dźwięk. „hyh”. Raz zawiesił się, gdy gapiłam się na jego zęby. Bardzo powoli wargi zsunęły się na zęby, jak kokietki wolno mrużą uwodzicielsko oczy. Ma twarz tak żywą, że nie nadążam za feerią zębów.

Piotr jest cały duży, ale zęby ma mniejsze. Prawa dwójka wchodzi pod jedynkę. Górna szczęka jest spiczasta, wystająca, przy jego niskim, burczącym i dudniącym głosie wygląda to groźnie. Gdy szczerzy kły i mruczy, jego oczy się śmieją, a na szyi pogłębia się dołek spod grdyki do obojczyka. Gdy jest spokojny, jego pełne usta układają się w dzióbek, jednak nie zapominam, że te zęby tam dalej są.

Paulina, drobniuteńka, ma zęby duże, od 3 do 3 ustawione w prostym rzędzie, dalej zakręt i reszta. Na tych zębach potrafi pokazać setki grymasów, ale zawsze rytm i temat nadają wielkie sarnie oczy. Jej kły są tak łagodne jak ona cała. Martwię się o jej zęby, bo kiedyś uśmiechały się, gdy mówiła coś bardzo bolesnego. Jej uśmiech nigdy nie jest uśmiechem wprost, a za zębami zawsze coś jeszcze.

Konrad ma jedynki ustawione jak narty w pług, a za nimi reszta w rzędzie. Lewa jedynka zachodzi na prawą. Wszystkie duże, każdy inny, każdy ukształtowany długą, trudną historią. Nigdy nie rozumiałam, czemu mając takie zajebiste zęby, gdy się szczerze śmieje, natychmiast naciąga na nie usta albo chyli, odwraca głowę. Udało mi się kiedyś sprawiać, na mikrosekundy, by zapomniał o tym nawyku. To bardzo ważne zęby.

Joasia i Marek mają takie same zęby i spośród wielu wyrazów, jeden wspólny uśmiech. Wygląda, jakby boczne łuki ust mieli podczepione pod rusztowanie na szczycie czoła, a sznur był pociągnięty za zmarszczkę na nosie. Najpierw w dół idą nos, czoło, a potem w górę idą kurtyny ust i ostra rzeźba brwi, pokazując kwadratowe, ostre jedynki, kanciaste na krawędziach dwójki, trójki, a uśmiechają się tak szeroko, że widać im nawet siódemki. Ten uśmiech mają, gdy mają napad geniuszu. Coś mam z tego uśmiechu po Marku, ale najdokładniej odziedziczyłam kaczy dzióbek gdy się zamyślę. Kiedyś nasze zęby się dogadają i trzy kurtyny pójdą w górę.

 

Człowiek to jedyne zwierzę, które pokazując zęby nie sygnalizuje wrogości. Pomijając cyników, bo ci są permanentnie przerażeni. Ciekawa jestem, jakie ja mam zęby.

Enkidu i Szamhat

[...]

Zobaczyła tam Szamhat człeka

Męża dzikiego zajadłego

Zrodzonego z dalekich stepów

„Oto on niewiasto obnaż się

Przyrodzenie odsłoń piersi swe

Iżby źrałość twoją posiąść mógł

Skoro cię zobaczy zbliży się

Wzbądź się wstydu i w nim żądzę wzbudź

Przyjmij chętnie jego dyszenie

Szatę rozrzuć, ukaż się naga

Spraw iżby wezbrała w nim siła

Niechaj legnie, niech Cię posiądzie

Niechaj dziki legnie na tobie

Obcym go uczyni dla zwierząt

Jego moc miłosna na tobie”

Obnażyła Szamhat piersi swe

Ujrzał i zapomniał Enkidu

Gdzie się rodził w górach z kim biegał

I się wstydu Szamhat wyzbyła

Jego żądzę wraz rozbudziła

I westchnienie jego przyjęła

I do Szamhat przywarł Enkidu

Do Enkidu przywarła Szamhat

Uczyniła sprawę kobiecą

Przez dni sześć i przez nocy siedem

Dopadał i zapładniał Szamhat

Aż miłością nasyciwszy się

Na zwierzęta zwrócił oblicze

Pierzchły w skok od niego gazele

W drodze pierzchła zwierzyna stepu

Stał Enkidu ciało słabe ma

Nogi w ziemię jakby wrosły mu

Obłaskawił się już Enkidu

Już nie będzie biegał przez góry

Rozum zyskał i poszerzył słuch

Wraca do Szamhat u stóp siada

I w oblicze kobiety patrzy

Ona rzecze „Jesteś jak bóstwo

Czemu za zwierzem się uganiasz

Pójdź a wprowadzę Cię do miasta

Do lśniącego przybytku Isztar i Anu

[...]

Życie snem o walce

 

Zajarałam się sztukami walki. Tydzień później poznałam Artura, sąsiada, obok którego mieszkam 2 lata, a nigdy go nie spotkałam. Artur 3 lata jeździ na zajęcia Krav Magi do Marcina, długo o nim opowiadał. „Co zrobisz, jak Cię ktoś będzie dusił?”, „Uśmiechnę się, wyjmę spinkę z włosów i wsadzę mu w oko”, „Dobrze, to po śmierci, a za życia?” Pokazał mi kilka chwytów. Poznaję Niezniszczalnego. 5 lat Tai chi i inne. Pod nocnym, wpadam co noc na Szymona Maga, co robi trumny. Od kilku lat na zajęcia MMA w Sochaczewie. Chciał być zawodowcem, ale dostał bęcki od Irlandczyka na zawodach i jego ego tego nie zniosło. Ma w domu wór treningowy, idę go odwiedzić, by mi pokazał roundhouse z wyskoku. Po drodze zaczepia mnie starszy Pan, Ziętkiewicz, były mistrz Polski w boksie. Niestety zbyt pije, by mnie czegoś nauczyć, ale jeśli spotkam go w sklepie przed 10 to ma jakąś historię z mistrzostw, wszystko mity. Zaczepiam w Decathlonie faceta, by mi doradził w wyborze dla Niezniszczalnego. Facet okazuje się Marcinem, który ma czarny pas w Krav Madze właśnie on uczy Artura, mojego sąsiada. Odwiedzam jego studio, by się zapisać na przyszły sezon. Spotykam Puśka. Znamy się z podstawówki. To było 15 lat temu, mnie było 50 kg więcej, jego 50 mniej, ale pamiętamy się. Pusiek rzuca, byśmy ukręcili jakiś fight jamsession w radiu. Gówno wiem, ale ładnie tańczę. Szczypię się, kleję rzeczywistość. Proponuję Szymonowi, Niezniszczalnemu, Marcinowi, Arturowi i Ziętkiewiczowi, by wzięli udział w nagraniu. Piszę natchnione shizy dziewięciozgłoskowcem stylizowanym na sumeryjski epos babiloński, kilka wersów podpieprzam Pasoliniemu z „Piladesa”. Proszę znajomego Krystka, by mi zmiksował sapanie Sainkho, buczenie Huun Huur Tu i bębny kodo, bym na tym nagrała melodeklamę w pięciogłosie i miała debiut jako muzyk bez talentu. Myślimy, by nagrać płytę. Coś między teatrem radia, agitacją i sex telefonem. Krystek trenuje karate od dziecka. Życie jest snem.

 

Z północ nego milczenia zrodzon

Ze czci boga wojny poczęty

Sierścią na swym ciele porosły

Wstepie urodzony we wzgórzach

Pół bogiem, a pół też człowiekiem

Głowę nosi wysoko jak byk

Z niczym jego ciosu nie zrównasz

Siła jego na kraj ogromna

Mężowie go będą całować

Pozna morza, góry przemierzy

Znajdzie zakryte i tajemne

Rzeczy sprzed wielkiego potopu.

Zaklinaczka psychopatów

Rozdział

 

Pewnego lata do Polski przyleciał, świętej już pamięci, Frank Farelly, twórca terapii prowokatywnej. Terapia polega na tym, że Frank siada za kółkiem buldożera i nonszalancko rozwala pacjenta na kawałki, później rozjeżdża go walcem, ale w sposób tak pełen miłości, troski i czułości, że pacjent tylko podnosi głowę z betonu i pyta, czy się równo rozplaściał. Prowadził szkolenia, które miały zostać zwieńczone otwartą sesją pokazową. Frank lata temu rozjechał już moją starszą siostrę i mego tatucha, więc pomyślałam, że prawem sukcesji, czas na mnie. Siostra wrzuciła mnie w nosidełko, przytuliła do piersi, prowadzi do oświeconego psychopaty na wydział socjologii gdzieś na pradze. Na Sali 500 osób, krótki wykład i wywiad z 80 letnim Frankiem i pytanie rzucone w tłum, kto chciałby usiąść na gorącym krześle i w jakiej sprawie. Podniosło ręce kilkanaście osób, w tym ja. Frank błysnął:

-A Tobie co?

-YYYYYY, Panie Frank, mam problem z relacjami międzyludzkimi. YYYY…

-Przyszła do mnie kiedyś pacjentka. Usiadła ciężko na fotelu, jakby zaraz miała się zesrać i umrzeć. Pytam jej, co jej jest, a ta na to: „Życie”. Siadaj.

I tak usiadłam na scenie. Frank wsiadł do buldożera i odpalił silnik. Te 500 osób na widowni zniknęło z po 20 sekundach, gdy trafił na mój pierwszy newralgiczny punkt.

- Jak masz na imię?

- Ada.

- Na miłość boską, kto ci wymyślił takie durne imię? – i uśmiechnął się rozbrajająco.

Rozkraczyłam się jak znalazł ich trzy i zaczął grać akordy, kompromitując mnie przed tłumem ludzi. Z jego żartów, przez łzy, śmiałam się tylko ja i moja siostra. Pamiętam, że cały czas trzymał mnie za rękę i nie było sekundy, w której czułabym się zagrożona. [...Fragment opisowy guzików, które znalazł Frank, które choć obnażone przed tłumem, dziś pozostawiam dla siebie, bo część jest nieaktualna, jednak część wciąż...] Sesja się skończyła. Nie wiem jak się nazywam. Ludzie z widowni zadają mi pytania, a ja umieram z głodu. Spotkanie się skończyło, siostra jak dym zjawiła się obok, by być moją skałą, a zaraz za nią kolejka facetów. Kamila rozdawała kontakty do mnie co przystojniejszym. Od tego dnia wiem, dlaczego kobiety pokazują to, co mają słabe, a mężczyźni to, co mają mocne. Robię dokładnie na odwrót.

&

Potem nastąpił czas żniw, czyli długie maile od tychże kolesi, co mnie widzieli na golasa i seria kaw, piw, drinków i innych brudnych wód sprzedawanych z wysoką marżą. Dłużej spotykałam się z Kamilem, fascynatem coachingu, mentoringu, nlp, socjologii, wszelkich terapii, neuroczegośtam i psychowszystkonaświecie. Każde spotkanie wyglądało podobnie, przychodzę prześliczna, dostaję wyszukany komplement, brudna woda, następny komplement, ja flirtuję, on się zawstydza i wtedy jeps, serwuje mi serię przemyśleń na mój temat. Jak cudownie! Mężczyzna jest żywo zainteresowany moim życiem wewnętrznym, historią, rodziną, myślami, analizuje konstrukcję psychiczną, obleka w obmyślane wcześniej zdania swoje diagnozy i serwuje serię retorycznych pytań do przemyślenia – woda na młyn narcyzmu! Wszystko to okraszone maślanymi oczami, zwyczajowym dla randek stopniowym przekraczaniem granic bliskości fizycznej… Miodzio! Jednak niezależnie od ilości podjętych prób sprowadzenia rozmowy na inny temat, ciągle wracał do babrania się w mojej głowie.

Kiedy już miałam spis wszystkich syndromów, kompleksów, zaburzeń, zostałam wysłana na rozliczne terapie, od ustawień Hellingera po Gestalt, miałam stosik książek do przeczytania, pomyślałam, dość. Jak mam zbudować relację z kimś, kogo podniecają moje zaburzenia, a przecież pewnego dnia on mnie z nich wyleczy i co wtedy?! Piję wodę brudną kawą za 12 zł i czekam, aż weźmie wiertarkę i zacznie mnie naprawiać.

- A wiesz jaki masz problem, Ada?

Uśmiechnęłam się tak uroczo, jak tyko ja potrafię.

- Nie, nie wiem! Ty też nie wiesz, ale chętnie się dowiem, jaki Ty masz ze mną problem!

Coś zbladł. Więcej mnie nie zaprosił na brudną wodę. Specjalnie nie cierpiałam z tego powodu. Na swoje zaburzenia też już nie cierpię. Cieszę się każdą ich chwilą.

Wakacje prozą

Nie chce mi się w tym roku wyjeżdżać na wakacje. Nie jestem niczym zmęczona, nie potrzebuję się resetować, ani zmieniać stanu skupienia. Dlatego wielka ceglana macica, którą jest mój dom i Żyrardów stał się miejscowością turystyczną, której atrakcją jest spokój. Przyjeżdżają, ćpają tutejszą ciszę, zmieniają się i wyjeżdżają.

Przyjechała na tydzień Wiedźmatka z Rebelką, teraz już dziewięcioletnią młodą wojowniczką. To był pierwszy wyjazd Oli z domu na dłużej niż kilka godzin. Przyjechały rozbabrane, wyjechały z zamkniętymi rozdziałami. Ola przekuła uszy. Jej histeria przed pistoletem sprawiła, że jesteśmy spokojne o to, jakie bomby spuści na świat. Dora miała bliskie spotkanie z wampirem, przez co raz na zawsze zamknęła rozdział zgody na wszystko.

W tym samym czasie, niespodziewanie, zjawił się na kilka dni Ronin, rycerz nocy. Trzeba było działać kreatywnie, by wszyscy byli ugoszczeni i czuli się bezpiecznie. Dnie z Oświeconą i Rebelką, noce z nim spędzone na studiach technik Silat – zwłaszcza obrony wręcz przed nożem. Czas był obok, nie odczułam braku snu. Bezpośrednio do spotkania między moimi gośćmi nie doszło, ale bieguny się przemieszały. Niezniszczalny złożył miecz, Oświecona podniosła pięści pod szczękę, Dziecko stało się dziewczynką, która wie, że może być odpowiedzialna za siebie. Dziewczyna stała się kobietą, która bierze odpowiedzialność za innych. Wszyscy wyjęli nosy z własnej dupy i wrócili odmienieni.

Gdy pojechali, kupiłam pocztówkę, książkę Dawida Hawkinsa o przekraczaniu poziomów świadomości  i rękawice do mixed martial arts. Dwa przedmioty, jeden nierozerwalny mit, jeden film z wakacji. Każdy niechcący coś zostawił. Piszą, że uleczyły im się alergie, nerki, odpuściły lęki, schizy, że nigdzie się tak nie wyspali, że tęskną i wrócą. Jak im mówiłam, że tak będzie, to mi nie wierzyli, sic.

To jeszcze nie koniec, bo to piękne lato potrwa jeszcze. Wielka ceglana macica Żyrardowa stoi otworem. Wszyscy są mile widziani.