O dziurach

Wymyślanie zaczynam od butów.  Marka fason kolor. Potem parametry, wiek, pochodzenie, wykształcenie i przymiotniki.  Na koniec pytanie rozstrzygające, czy postać jest, czy jej nie ma : Co takiego bohatera uzależnia?

Każdy, kto miał przyjemność wie, że to nie używka uzależnia. Są przykrywki, banały: narkotyki, alkohol, pety, cukier, ale to konsekwencje. Co uzależnia to dziura. Pisanie to egzegeza dziur ludzi przy użyciu własnej dziury. Moja to lej po atomówce.

Ryśka buduję na Learze. Nie zdradzą go córki, a kłamstwa. Helkę na Fedrze, uzależnionej od Hipolita o wielu twarzach. Wiem, że te postaci już mogą żyć, zdały egzamin i mają ciekawe, prawdziwe i uniwersalne nałogi. Siebie nie wymyśliłam jeszcze, ale tęsknię za papierosami.

 

cindefuckingrella

 

Ludzie, którzy się znają na rzeczy i robią w branży tyle, ile żyję, uznali bezspornie, że mam talent. Są krzaki i babole, ale talent jest. Podejrzewałam, że jest. Tyle razy kradli mi teksty. Tyle bezinteresownej agresji. Tyle gówna.  Myślałam, że jak ktoś mi powie, że go mam, to coś się zmieni. W końcu chodzi o to, by robić coś dobrze.  By ktoś docenił ciebie i to co robisz. By to miało znaczenie.  By stanowić o znaczeniu własnego istnienia, usprawiedliwić fakt narodzin, poboru tlenu, prądu, emisji dwutlenku węgla, na wypadek, jakby nie było żadnego sensu istnienia i boskiego planu. Wytłumaczyć tę szamotaninę, bezsens, chaos, samotność, czymś większym od siebie, istotniejszym od własnych małostkowych pragnień i ambicji. Czymś co jest substancją stworzenia, ale jest pod dziełem. Przerasta i twórcę i dzieło. Używa wykonawcę,  warsztatu, narzędzia. Używa do celów wyższych.  Powiedziano mi, że go mam, że go czuć, że jest. Talent jest. Jednak nic się nie zmieniło. Nic nie przychodzi mi łatwiej, szybciej, nie mam super mocy i dalej muszę płacić ZUS… Praca do wykonania jest dalej pracą do wykonania. Zdjęcia ruszają w tym tygodniu.  Zakładam szklane buciki, sukienkę, w garść maczetę i  na bal.

O orgazmach kobiet

8 lat przemieszczałam się po kraju, zmieniając co 2 lata miasta, a co pół roku mieszkanie.  Podróże kształcą, a ta podróż i ściany w wielkiej płycie nauczyły mnie, że kobiety zazwyczaj udają orgazmy.

Kobiety robią tak z bardzo wielu powodów. Matka natura nie miała interesu w ułatwianiu orgazmu kobietom, ponieważ nie jest on niezbędny do zapłodnienia. Kościół ma w interesie utrudnianie przyjemności z seksu, bo polityka czarnobiałej moralności i aplikowania poczucia winy i poczucia krzywdy wiąże wiernych do instytucji. Korporacje mają w interesie śrubowanie wizerunku kobiety seksualnie atrakcyjnej, bo kobieta, która ma przekonanie, że na miłość musi zasłużyć, zapracować, coś kupić i coś zrobić, będzie kupowała więcej i zawsze. Nagle powszechnym jest, że dajemy przyzwolenie na seks, przyjemność, zmysłowość ciału pięknemu, młodemu, wypielęgnowanemu. A przecież popęd seksualny świadczy o tym, że człowiek bardziej żyje niż umiera i jest zdrowy, a nie, że ma BMI 17 i lat 17. A gdzie seks kobiet nieidealnych, jak większość czytających ten tekst? Seksualizuje się reklamy skierowane do dzieci, by wychować klienta i przygotować jego recepcję na to, co ma kupować. To skutkuje tym, że w mediach i reklamach pokutuje jakiś odrealniony, wyabstrahowany, wzorzec reakcji seksualnej, gdy pani myje szamponem włosy i stęka, stęka jak widzi nową baterię prysznicową, stęka jedząc słodycze. To stękanie, które przyjęliśmy jako skrót, sublimację ekspresji podniecenia seksualnego, nie ma nic wspólnego z naturalną reakcją, ale właśnie ten szablon odsłuchuję przez ściany nocami i dniami, kiedy to zdesperowane kobiety starają się udowodnić sobie i innym, że stają na poziomie zadania. Stękanie to wzięło się trochę z pornosów, które swoje zostawiają w głowach udających. Pornos kręci się wokół orgazmu mężczyzny, bo oni są targetem i to dla nich uniformizuje się ciało kobiety, włącznie z waginoplastką, by sprowadzić obiekt, kobietę, do statystycznej średniej preferencji, by film zadowolił każdego. Może stąd też się bierze to, że tak niewielu facetów, w pokoleniu wychowanych na pornosach, jest zainteresowanych kobietą, jej satysfakcją, przyjemnością, zaspokojeniem i jej orgazmem, bo mają na seks pogląd, spuszczeniocentryczny. Może właśnie z połączenia przymusu seksualnego pornosów, mediów, korporacji i zakazu autorytetów moralnych, duchowych sprawia, że tak powszechne jest molestowanie seksualne dzieci, i to nie tylko przez księży, ale również przez samotne panie po 40tce, o czym się nie mówi… Kobiety orgazmiczne nie są na rękę polityce, bo kobieta z rozładowanym napięciem nagle widzi szerzej, jaśniej, więcej i ma więcej wolnych MB pamięci oberacyjnej, by uderzyć ręką w stół? Orgazm kobiety też jest zaczarowany naukowością punktów G, A, Z, F, P,… co sprawia, że jak poczytać trochę o tym, to ma się wrażenie, że bez doktoratu nie ma co nawet ściągać majtek. Orgazm kobiety jest zaczarowany psychologizmem, że za jego brak winna jest tylko głowa, i trzeba taką kobietę wrzucić do wanny z bąbelkami, niech się uspokoi i ogarnie, a będzie cacy. Prawda jest taka, że tak jak i u facetów, orgazm kobiety jest też fizjologiczny, tzn warunkuje go mózg, zwłaszcza serotonina i dopamina, ale i umiarkowany poziom testosteronu stałego, wysoki poziom testosteronu wolnego, co między innymi zależy od diety, ale o tym wszystkim kobieta polska się nie dowie, jeśli nie zna języka angielskiego i niemieckiego, nie zna badań na ten temat i nikomu popularyzacja tych badań nie jest na rękę, bo wszystkim bardziej się opłaca kobieta sfrustrowana. Ostatnio zauważyli to w korporacjach farmaceutycznych, ze na tej frustracji można zarobić jeszcze kilka trylionów bilionów zajebilionów i wymyślili FSD. Female sexual disfunction. Chorobę, której objawem jest brak orgazmu podczas stosunku, która zostanie uleczona pigułką. Stanie się tak, jak tylko jakiś lek będzie miał lepsze wyniki niż placebo, a tak się stanie, jak ktoś przekupi komisję.

Konstytutywny nadmiar pragnień kobiet. Konstytutywne niezadowolenie kobiet. Kobiety poniżające siebie nosząc na koszulkach, torbach… wizerunki młodszych, piękniejszych od siebie kobiet. Kobiety torturujące siebie kolekcjonowaniem zdjęć bardziej seksownych od siebie kobiet. Kobiety, ubierające się wyzywająco, by nikt nie zauważył, że udają orgazmy. Kobiety wydzierające się w sypialni. Kobiety wydzierające się na pikietach feministycznych. Kobiety kupujące pigułki, maści, zabawki, książki na orgazm. Kobiety młode, pakujące się do łóżka za wcześnie ze starszymi, bojącymi się dojrzałych kobiet facetami, by zrozumieć, o co to całe halo i udające, że jest fajnie, by ich nie zostawił. Kobiety starsze, które porozumiewawczo kiwają głowami na znak, że cały ten seks jest mocno przereklamowany. Kobiety starsze wyjeżdżające w tropiki, by załapać się na jeszcze trochę seksu, na który tu im się nie pozwala, bo tu kobieta po 40tce nadaje się na śmietnik. Kobieta udająca orgazm, ze strachu, lub wiedzy, że facet ją zdradza. Kobieta udająca orgazm, bo palant zazwyczaj mówi „przepraszam kochanie, ale nie mogłem się powstrzymać, tak strasznie mnie podniecasz”. Udająca w klubie swingersów. Udająca, bo ksiądz powiedział, że nie wolno. Udająca, bo BMI, kg, cm, % tłuszczu, zmarszczka. Udająca, bo kumpelka mówi, że ma kosmiczne. Udająca, bo powiedziała że ma kosmiczne, a nie ma ich wcale. Udająca bo wyzwolona. Udająca bo molestowana. Udająca bo nie może się go doczekać.

W końcu ta kobieta wywala z łóżka korporacje, politykę, księdza, media, książki, rodziców, zabawki, pornosy, koleżanki, zdjęcia, BMI i kiepawego kochanka. To dużo pracy. Może szybciej będzie zboczyć w klimat odgrywania ról, bo wtedy jest się kimś innym i te wszystkie sznurki się rwą? Może fartuszek, może s/m, b.d.s.m, D/s, może zabawa w piratów? Może zaprosi do łóżka mężczyznę, który wie, że jemu i tak będzie dobrze? Ktoś taki, kto najpierw stymuluje największy organ erogenny, kobiecy mózg? Wtedy wszystko będzie dobrze i okaże się, że wcale nie o orgazmy chodzi?

 

Mogłabym tak jeszcze długo, ale wszystkiego najlepszego z okazji dnia kobiet.

ps. styl jest badziewny, bo mam gorączkę, poprawię, jak wyzdrowieję.

 

czarny tłusty czwartek

 

Obudziłam się w zamku. Niezniszczalny porwał mnie Wiedzmatce i zabrał na noc do Tykocina. Taka przygoda. Jeszcze niedawno my byliśmy przygodą. Niewyspani, ruszyliśmy polami, dumając, czy chcemy dom kupić czy budować, czy w tym kraju, czy w innym. Nasze splecione dłonie na skrzyni biegów będą kosztowały wszystkich. Nie ma wyjścia i odwrotu, jest tylko minimalizacja szkód. Zdążyłam na autobus do Warszawy, on do pracy. Przysnęłam. Ktoś, że już na miejscu, szybko, że już, że natychmiast, bo … i zgubiłam telefon. Zalogowałam się od nieznajomego na fejsa, poprosiłam o pomoc. Pojechałam na Targówek. W księgarni wysyłkowej, sprzedawczyni skądś mnie zna, z wzajemnością. Nie znamy się, ale Irena uczyła się dwie dekadę temu u Wiedzmatki. Pogadałyśmy o tandecie, o plagiatach oświeconych i nowinki… Plotki przerwałam, choć lubię zbiegi okoliczności. Kilka przesiadek, autobusami do Międzylesia. Centrum zdrowia dziecka. Immunologia, izolatka nr5. Kamilowi zalęgł się w płucach grzyb. Trzeba go wyleczyć, co kosztuje 50 tys, później konieczny będzie przeszczep szpiku. Statystyki są słabe. Kamil wie, że choć pochodzi z zamożnej rodziny, to pomoc prędzej znajdzie u obcych. Pośmialiśmy się, że nasza rodzina to patologia wyższych sfer i wyższe sfery patologii. Wszystko przez gen nosa wrastającego głęboko we własną dupę, dzięki temu poczucie bezpieczeństwa nie będzie jego hamulcem na przyszłość. Mam nadzieję, że Kamil będzie miał przyszłość. Jesteśmy do siebie tak podobni. Dałam wykład o wpływie pozytywnego nastawienia na zdrowie. Mówiłam dużo i głośno, a Kamil z zielonego stawał się jasno żółty, biały i biało różowy. Telefon ktoś znalazł. Odebrałam go i ruszyłam kolejką do domu. Niezniszczalny wyczuł wypieranie. Jest kimś takim, przy kim potrafię i mogę pęknąć.

Końcówka

To co mi się wydawało, że jest paniką, nawet obok paniki nie siedziało. Panikę widziałam później. Wysoki, zadbany brunet o kuloodpornym ciele. Ubrali go, wskoczył, spojrzał w dół i poleciał w przepaść. Oddychał jak pies, szczękał zębami, wywrócił oczy białkami do góry jak martwe ryby brzuch. Ogrom żywiołu go przytłoczył. Nie wszyscy muszą nurkować. Ja muszę.

Końcówka roku jest dla mnie bardzo trudna. Najbardziej trudne dla mnie jest rozstawanie się z iluzjami. To był rok porządków w mrzonkach. Najtrudniejsze zostawiłam sobie na koniec. Skotłował mnie sztorm i wyrzucił w ramiona rodziny Dory. Jemy, oglądamy horrory i tulę się z Olą. Przejdzie, kiedy przejdzie. Aga mawia, że ból i bezsilność są w naszym przypadku jest usprawiedliwione, bo my możemy je zamienić w sztukę.

W lutym zrobię licencję OWD (Open Water Diver). Później zrobię specjalizację w nurkowaniu w nocy i nurkowaniu we wrakach. Woda, ciemność, wrak. Ultrasymbolizm wszechrzeczy. To nieszkodliwa iluzja, której jestem świadoma i daje mi poczucie porządku, a symbole sprawiają, że idee, uczucia i myśli mają wymiar estetyczny. Planuję też nauczyć się ufać facetom, mimo, że 70% starających się o moje względy, to mężczyźni żonaci i zajęci, a ci bliscy z urzędu doprowadzili do perfekcji sprzedawanie mnie ruskim na kiełbasę. Z ruskimi sobie radzę, bo umiem pić wódkę i śpiewać do rana, a komu nie dano w rodzinie, temu dano w przyjaciołach.

„Tu leży ta, co zwiała z tak daleka,

 że nie wcześniej niż teraz stąd ucieka”

Dziś są moje urodziny

Dziś są moje urodziny. Jest niedziela. Urodziłam się w niedzielę. O 18.

Wiedźmatka mówi, że wedle jej znanych narzędzi przewidywania przyszłości, to data narodzin osoby wyjątkowej, która zmieni świat. Z doskonałego, którym jest, w doskonały, którym zawsze był.

Dotychczas starałam się uczynić ten dzień wyjątkowym  serią rytuałów, zamknięć, otwarć, przejść, wszystko by poroztrząsać to, co się stało i co rozsądzi o tym, co się wydarzy… Tym razem nie muszę.

Dziesięć lat mija od mojego exodusu. Nauczyłam się bardzo dużo. Zrozumiałam czym jest pokora, uległość, spolegliwość a czym inercja, autodestrukcja i masochizm. Czym jest odwaga, dominacja i odpowiedzialność, a czym tyrania, sadyzm i ubezwłasnowolnianie. Pogodziłam się ze swoją wrażliwością i szanuję granice, których nie pozwala mi przekraczać. Dziesięć lat temu pozwoliłam, by moje granice przekroczono. Wiem jak okazywać słabość i wiem, jak prosić o pomoc. Pogodziłam się ze swoją siłą. Dowiedziałam się, że potrafię trafić w czułe miejsca i nie celować. Widzę i wiem więcej, niż powinnam i umiem zatrzymać to dla siebie. Zobaczyłam konsekwencje, żałowałam i zrozumiałam. Moim zdaniem to dużo rozumieć choć tyle.

To nie będzie wyjątkowy dzień. Obudzę się o 6 rano. Ubiorę się, wypiję kubek kawy z kardamonem. Zadzwoni domofon. O 7 przyjedzie Sebastian, przesympatyczny taksówkarz i Łukasz, mój wspólnik, z ekpią. Zgarniemy stalowe drzwi, świetlik, kaset, szynę i pojedziemy na montaż. Zlecenie na Pańskiej u przesympatycznego młodego małżeństwa. Kiedy nie będę potrzebna, pójdę do kawiarni z kompem. Dokończę plik z pilotem i eksplikację. Prezent świąteczny dla ekipy realizacyjnej. Przyjdą klienci. Odbiorą drzwi suwane, omówimy 6 świetlików, kuchnię, resztę drzwi, może i regał. Potem odezwie się 88kgX190cm moich narkotyków.  Niezniszczalny.  Wskoczymy na bestię i polecimy się demolować. To będzie koniec urodzin. Doskonałych.

O dyndaniu za balony i pilocie

Kopnięcia z wyskoku są literacką fikcją, z punktu widzenia walki, są ornamentalnym, ekwilibrystycznym nonsensem. Gdy ciało traci uziemienie, traci moc. Siła ciosu nie jest w człowieku. Uderzenie jest z ziemi.

Zakupy z Łukaszem. Pręty, płaskowniki, teowniki, profile, blachy, prowadnice. Stal. Noszę do samochodu 3metrowe profile, wchłaniam przez skórę chłód i bezwzględną nieuchronność trwania stali. Stal jest wieczna. Ze stali robimy meble i dekoracje. Robię i sprzedaję te przedmioty, by wyrażać infantylne marzenie o domu, który wytrzyma czas, o ludziach, którzy się wspierają, o rodzinie, która przetrwa, bo moja nie dała rady. To dziecinne, wiem. Dlatego piszę pilota.

Nie traktuję siebie poważnie od kilku miesięcy. Armie hormonów przechwyciły mechanizmy poznawcze, krytyczne, analityczne i twórcze. Nie mogę wierzyć w to, co myślę, co czuję, co postrzegam. Nie mogłam się w tym połapać, sięgnęłam po książkę znanego neurologa. Nie dowiedziałam jak żyć z takim poziomem love we krwi, ale gdzieś po 250 str. nie byłam w stanie zapalić papierosa. Detoks od fajek wali w dekiel jeszcze mocniej. Macham nogami, nie czuję ziemi, a do napisania jest pilot.

Założyłam okoliczności, wymyśliłam postaci, konflikty, relacje. Napisałam pierwszą wersję odcinka pilotażowego. Wprowadzenie w gatunek, reguły, medium. Trochę błysku w dialogach, czarnego humoru w obrazku, wszczepy do wątków, zaskoczenia, zwroty. Czytam raz, czytam drugi. Suche pierdy w occie. W takich sytuacjach zaleca się wyrzucenie najlepszej sceny albo wywalenie wszystkiego sprzed sceny kulminacyjnej. Zabiegi brutalne nie pomogły. Nic mnie nie rusza ten świat, ta rodzina, te problemy. Nic mnie to nie obchodzi. Potrzebuję dać widzowi po mordzie, połamać żebra, przytrzymać go za jaja i trzymać go tak przez kilka sezonów, ale nie!  Dyndam za balony wypchane hormonalnymi substancjami psychoaktywnymi i piszę piruety, które mnie gówno obchodzą.  

Pracuję nad wersją czwartą. Zaczyna się od tego, że główny bohater traci wszystko, a potem napięcie rośnie.  I tak oto czasowo z blogiem mi nie po drodze, bo dyndam za balony w przestworzach i szukam ziemi, by dać wam mocno po pysku.

 Nie udała mi się ta notka. Jakie to miłe dać dupy za darmo i niczego tym nie zaprzepaścić, nikomu tym nie zaszkodzić… Blog – miejsce z bezpodstawnym samozadowoleniem literackim.

A numer literatury na świecie z Themersonami daje radę a Kayah w nowej płycie pomyliła suficki melizmat z stękaniem w sex telefonie, a ze „światłem w czarnej dupie” się nie wyrobię do 15.12, bo nie posiadam kompleksu pochodzenia.

 

 

Jak działa Geniusz

 

Kapitał narodowy, dobro użyteczności społecznej, kamień milowy i filozoficzny. Tym jest Geniusz, ona i on. Jesteśmy odpowiedzialni za kondycję Geniuszy, jak za to, by piaskownice nie były pełne psich gówien, by nasze psy nie gryzły ludzi, a ludzie psów.

Geniusz to stan lub osoba. Stan może się przydarzyć każdemu, kto choć na chwilę wyjmie nos z własnego zadka. Osoba, to człowiek, którego predyspozycje konstytuuje jakaś rażąca dysproporcja. Rozwinięty intelekt kosztem niedorozwoju emocjonalnego albo rozpasana emocjonalność kosztem niedorozwoju intelektualnego, ten wzorzec jest szeroko znany. Są inne, jak np. daleko posunięta „świadomość duchowa” rozwinięta kosztem oderwania od rzeczywistości i pozbawienia najmniejszego cienia praktycyzmu. Czasem jeden ze zmysłów jest patologicznie rozwinięty albo recepcja rzeczywistości jest jednowymiarowa, jak strumień czystej, niczym nie zmąconej empatii wobec psów. Są trudniejsze przypadki uderzające w bilokację, trilokację geniuszu, dość skomplikowane formy autyzmu. Warto wiedzieć, jak działa jamniczek, ale jak działa Geniusz, wiedzieć trzeba.

Mówi się, że Geniusz to przekleństwo, a to dlatego, że nie jest sztuką użyć geniuszu jak rewolwera wycelowanego we własną skroń. 8 na 10 Geniuszy tak robi. Mając unikatowe maszyny mózgowe, które mogą wypluć im, co tylko dusza zapragnie, mogą wytłumaczyć świat na każdy sposób, mogą znaleźć dowolnie  argumenty potwierdzające dowolnie postawioną tezę. Zazwyczaj idą na łatwiznę i oblekają w konstrukt ideowy beznadzieję. Geniusze emocjonalne, choć potrafią empatycznie przejąć każdy stan, otoczenie odbierają w subtelnościach pół, ćwierć tonach, potrafią przedstawić, pokazać, przekazać, zarazić każdym stanem, najchętniej pogrążają się w mrokach i histeriach, pielęgnują neurozy, schizy i kołtuny.

Dlaczego tak się dzieje? Bo Geniusz dostaje mocniej po dupie niż inni.
Nie rodzi się ze znamieniem na czole, przez co matka nie jest przygotowana na to, że z każdym dniem  przepaść między nią a dzieckiem będzie się pogłębiała. Jego rodzina jest bezsilna, bo w jakiejś sferze nie ma dziecku nic do zaoferowania, nie ma kontroli i porozumienia, co rodzi poczucie obcości i marginalizację. Niemoc współistnienia spotyka Geniusza na każdym kroku. Szkoła nie ma mu nic do zaproponowania, bo i nauczyciele i rówieśnicy czują się wobec małego Geniusza zagrożeni, a strach rodzi agresję. Długotrwała ekspozycja na agresję, nawet pasywną, sprawia, że Geniusz uczy się, że jego miejsce jest  z boku, gdzie jest bezpiecznie. Że przynależność jest niemożliwa, a drugi człowiek jest zagrożeniem. Czuje się gorszy, więc potrzebuje udowadniać, że jest lepszy, co sytuację jeszcze bardziej zaognia, ale przynajmniej rozwija najsilniejsze mięśnie geniuszu. Eskapizm w ideę, wyobraźnię, abstrakcję, daje geniuszowi Geniusza szlify. Geniusz z trudem nawiązuje więzi, robi to albo kompulsywnie albo wcale. Nie nabiera zdolności społecznych, nie umie budować więzi, ufać, kochać. Powtarza gesty jak małpa, recytuje adekwatne do sytuacji słowa, z czasem nabiera mechanicznej ogłady, ale nie jest to naturalne. Ludzie odbierają to jako fałsz i Geniusz jest odbierany jako człowiek zakłamany, człowiek znikąd. Geniusze chcąc jednak być częścią czegoś, studiują techniki manipulacji, socjotechniki, perswazji, ale te kradzione okruchy bliskości, przy jednoczesnej indolencji by się nią cieszyć, dzielić, by się jej nie bać, są bronią obosieczną. Geniusz, gdy się spełnia, bo znajdzie swoją dziedzinę i jest w niej wybitny, staje się okrąglejszy, mniej kostropaty, zaczyna być znośny. Czasem nadrobi kilka lat rozwoju i tak intelektualiści, emocjonalne zera, choć zatrzymali się w rozwoju w wieku lat 10, nagle przejawiają cechy 13 latka. Artystyczne dusze nagle opanują jakiś język albo zapamiętają raz na zawsze z której strony jest lewo.

Jedni, przez trudne dzieciństwo chcieli dorosnąć za szybko, inni nie chcieli dorosnąć wcale, czego efektem są używki. Palenie papierosów zaciemnia i zamula reakcje, hamuje libido, dlatego Geniusze zazwyczaj palą. Alkohol przytłumia emocje, pozwala nie myśleć i daje poczucie ulgi, spokoju, dlatego tylu wśród Geniuszy alkoholików. Narkotyki trują dając złudzenie oświecenia, dystansu i błogości, dlatego tylu wśród Geniuszy narkomanów. Używki są wodą na młyn narcystycznej chęci ostentacyjnego samookaleczenia, wypisania się z karuzeli życia, pokazania Bogu dupy winnej z wystawionym środkowym palcem. Jak dziecko, które nie weźmie udziału próbach teatrzyku, a na przedstawieniu siedzi obrażone w kącie albo dorosły, który czyni teatr z bycia martwym za życia, że aż by się chciało, by dopełnił formalności i wreszcie sczezł.

To cena za Geniusz, którą można, ale nie trzeba płacić. Ilość beznadziei w życiu Geniusza wykalkulowana jest na poziomie „co łaska”, bo Geniusz, jak każdy inny, ma  w sobie wszystko, by się ogarnąć. Świadomość, że nie jest ani lepszy, ani gorszy, po prostu inny, choć wydaje się banalna, jest niezwykle dla Geniusza trudna do pojęcia. Zdarza się, że pogodzi się z samym sobą jako dorosły, ale zbyt często tak nie jest. Ci, którzy się ogarnęli mają jedno wspólne doświadcenie życiowe. Był moment, gdy pojawił się ktoś, kto się ich nie bał. Ten ktoś, miał w pompie ich fortyfikacje i nie dał się wciągnąć w ich dół. Ten ktoś, miał tyle jaj, że przyznał Geniuszowi wybitność bez cienia zawiści, zazdrości i nabił mu do głowy jego miejsce na ziemi i wspierał rozwój. Czasem był to mądry mistrz, czasem jedno z rodziców będące Geniuszem,  czasem Geniusza spotyka piękna miłość, czasem inny bełkotliwy Geniusz, który zapędził się w taką pustkę, że sam w sobie jest przestrogą. Czasem tym spotkaniem było głębokie, gruntowne nawrócenie.

Geniusz jest trochę jak zaszczuty pies.  Dbajmy o Geniuszy. Zaopiekuj się Geniuszem, przytul tego jeża do swojego serca . Wybacz mu, że jest dzikusem. Wybacz mu, że pewne rzeczy, które dla Ciebie są nieosiągalne, jemu przychodzą z dziecinną łatwością. Tobie z dziecinną łatwością przychodzą rzeczy, które dla niego są niemożliwe. Wybacz mu, że zadziera nosa, bywa wyniosły i robi się lękliwy, gdy się do niego zbliżasz. Wybacz mu, że dziabie Cię w rękę.  Wiesz już, że on płaci za to swoją cenę. I wybacz mi, że czasem nie odbieram telefonów. Pracuję nad tym.

O uwodzeniu i Homme Fatal

Mama załamała ręce. Jej córce zaraz stuknie trzydziestka, a ona siada na rogu stołu, pragnąc już za młodu zostać starą panną i dożywotnio orać pola kwitnące psychopatami.  Wzięła się do roboty, a że specjalizuje się w zaklinaniu milionerów w żaby, ja się specjalizuję w zaklinaniu żab w psychopatów to otwieramy sezon na miłość od pierwszej teściowej.

Uwodzenie polega na tym, by pokazać siebie w jak najlepszym świetle w celu zdobycia pożądanej przez uwodzącego formy miłości. Randki to faza badania rynku, później składa się ofertę z widełkami cenowymi, negocjacje, kontraktacje, realizacje i gratyfikacje. Moja przyjaciółka Maria często podsumowuje „Wszyscy chcą być kochani, a nikt nie chce kochać.” Ma rację, bo miłość, w najróżniejszych formach, jest obiektem pożądania jako przedmiot, jakby to było coś, co można dostać, mieć, zawłaszczyć, wejść w posiadanie za pomocą merkantylnych posunięć.

Lubię mężczyzn, ponieważ się na nich kompletnie nie znam. Krążą banały, że faceci są prości, chodzi im tylko o jedno, najlepiej nimi sterować ręcznie. To wszystko nieprawda, do tego stopnia, by temat oswoić, nazywam mężczyzn czule psychopatami. Geneza semantyki bierze się stąd, że gdy wchodzą w grę emocje wszyscy zachowujemy się jak psychole rąbnięci w sam środek mózgu. Są tacy, co zachowują się normalnie, ale cała reszta chodzi po ścianach i zwisa z żyrandola, rzeźbi kwadratowe jaja, czyli zabiera się za uwodzenie. Jeden potrzebuje udowodnić swoją siłę, przez co całą parę pakuje w próby dominacji, denominacji, ignorancji i arogancji, myśląc, że jeśli udowodni, że jest lepszy, to wtedy będzie kochany. Inny, Mitomanic street preacher, tak długo szyje obraz wyidealizowanego siebie cudzymi nićmi, że nie raczy zauważyć, że nie jest sam w pomieszczeniu i nie wali do lustra. Jeszcze inny będzie tak reglamentował dostęp do siebie, by za nim w nieskończoność gonić, a gdy zauważa rezygnację obiektu ucieczek, dostaje histerii, a jeśli ta przechodzi bez reakcji staje się okrutny jak urażona panienka na wydaniu. Są i tacy, którzy projektują na potencjalną partnerkę tak nieubłagalnie konkretną rolę, że pozostawiają miejsce tylko na ich wyobrażenie i płynące z rozczarowań pretensje. Wspomnieć warto o Pigmalionach na tropie niedostatków, którzy poświęcają się narcystyczno-mesjanistycznej krucjacie naprawiania partnerki, najczęściej poprzez wmawianie wad i problemów, tylko po to, by być autorem nowego, lepszego, okiełznanego bytu kobietopodobnego. Są też i tacy, którzy tak bardzo czują się zagubieni wobec uczucia, że muszą obiekt zdemonizować, by tylko oswoić coś, na co nie znajdują racjonalnego wytłumaczenia i postawić się w roli ofiary fą fątal, rzuconego uroku i klątwy. Często spotkać można takich, którzy by poczuć się bezpiecznie mdleją w ramionach kobiety, składają u jej stóp wszystkie swoje słabości, dyskomforty, traumy i jedyne czego pragną, to być niemowlakiem z owłosieniem łonowym. Nie można zapomnieć o tych, którzy mają ułożone życia, szczęśliwe związki, rodziny i nie mogą się przestać dziwić, gdy kandydatka na drugą wcale nie ma ochoty nią zostać, a im bardziej nie ma na to ochoty, tym bardziej zrobią wszystko, by mieć ją na wyłączność.  Lekarstwo na te wszystkie zachowania jest proste, nieskomplikowane i w przypadkach niewymagających leczenia w zakładzie zamkniętym, skuteczne. Sposoby są nawet dwa! Jedno polega na dokomponowaniu sobie równie poronionej taktyki uwodzenia, jako że jasne jest, że wyżej opisane tyczy się obu płci, by następnie wybuchł piękny, wielki, kolorowy, grzyb termojądrowy – toksyczny związek. Alternatywa zawiera się w słowach „Lubię Cię, będzie dobrze. Papa”.

Czasem żadne remedia nie są potrzebne. Wystarczy znaleźć się w jednym pomieszczeniu z mężczyzną, który wie, ze jest mężczyzną i to wystarczy, a jeśli w tym pomieszczeniu znajdzie się jeszcze kobieta, która wie, że jest kobietą i to wystarczy, to dzieją się cuda. Ta opcja z literackiego punktu widzenia jest jałowa, gdyż dramat żywi się konfliktem, konflikt rodzi wierszówkę, a w wierszówce cała zabawa.

O przeciwieństwach i biznesie

 

Jestem osobą wysoce niedoskonałą. Wybujałe ego bije z poprzedniego stwierdzenia na kilometr, bo nawet niedoskonała staram się być w sposób wyniosły. Gdybym mogła moje ego przedstawić, w tyłek lalki wbiłabym kijek. Była by to kukła goryla wielkości kapucynki, której wydaje się, że jest seksy jak pantera, a potężna jak king kong. Egocentryzm i tendencja, do trzymania nosa we własnym zadku jest najmocniej zwalczaną, dlatego napiszę o przeciwieństwach.

„Przeciwieństwa się przyciągają, aczkolwiek jedno może zostać pożarte.” Powiedziała doktor psychologii, 60 letnia trzpiotka o moherowym systemie wartości, która jedne zajęcia z rozwoju osobowości dziecka, poświęciła na wyłożenie niesłuszności seksu analnego. Kukiełka mojego ego z kijem w tyłku się z nią szczerze nie zgadza.

To, przed czym uciekasz, goni Ciebie. Moi rodzice są hybrydami. Od pasa w górę artyści, od pasa w dół przedsiębiorcy. Tata nauczył mnie, że biznes to ludzie + „kupić taniej, sprzedać drożej”. Mama nauczyła mnie, że moja praca musi sprowadzać się do palca. Wskazującego „Idziemy tam. Ty zrobisz to, ty to, a ty to.”. Buntu było co nie miara. Negowanie siebie, to następny przejaw ego. Koniec końców, wiele lat pchałam i ciągnęłam bez skutku, by być przeciwieństwem moich rodziców. Kiedy puściłam kierownicę i pozwoliłam rzeczom się dziać, okazało się, że i ja jestem hybrydą. Robię trochę to, co tata, a trochę co mama, a sądząc po owocach, ku mojemu zaskoczeniu, jest to dobre.

Egocentryzm w biznesie nie jest niczym dobrym, bo prowadzi do postrzegania swoich ambicji jako potrzeb rynku. W twórczości też nie, bo prowadzi do egzaltacji, czyli brania świata emocji za rzeczywistość. Jung powiedział, że „przeciwieństwa się przyciągają, bo człowiek dąży do pełni”. Stąd życie zaroiło się od moich przeciwieństw, w postaci wspólników biznesowych. „Wybór partnera biznesowego jest trudniejszy niż wybór małżonka” mówi tata.

O szczegółach napisać nie mogę, bo wszystko co robię jest top secret. Różne rynki, a dla nich różne rzeczy. Różne dziedziny twórcze i różne projekty artystyczne. Wszystko robię z kimś. Każda z tych osób jest moim przeciwieństwem i posiada cechy, właściwości i umiejętności, których ja nie posiadam. Widzą rzeczy, których ja nie widzę. Z ciekawości, w wyobraźni, postawiłam tych ludzi obok siebie.  Opatrzyłam ich parametrami temperamentalnymi, płci psychologicznej, i innymi takimi schemacikami. Oni nie są do siebie w niczym podobni. Powinni jako moje przeciwieństwa, ale tak nie jest.

Konkluzja jest taka, że nie ma czegoś takiego, jak przeciwieństwa.  Człowiek jest tak bardzo złożoną jednostką, że nie da się go postawić na którymś z biegunów. Obserwuję, że pozornie wykluczające się cechy, są swoją konsekwencją, a jeśli są akceptowane i się wyrażają, dają przestrzeń potencjalności. Ludzie różni, jeśli się akceptują nawzajem, jeśli wyrażają siebie nie kłamiąc, nie dopasowując się, akceptując siebie i innych, dają przestrzeń potencjalności. Nie wiem jak to działa, co z tego wynika, gdybym wiedziała, byłabym seksuologiem. O uwodzeniu będzie następnym razem.