Ćwiczenia stylistyczne

O naturalnym pożywieniu i misiach koala.

To, że coś jest naturalnie, nie znaczy, że jest zdrowe.

Misie Koala żyją tylko i wyłącznie na drzewach eukaliptusowych, jedzą tylko i wyłącznie eukaliptusowe liście, które z oczywistych względów, wcale nie chcą zostać zjedzone. Są wysoce toksyczne i mają niską wartość odżywczą. Misie koala zatrudniły ewolucję do wykształcenia niezwykle długiego przewodu pokarmowego, by móc toksyny strawić i przeżyć, co wcale nie byłoby konieczne, gdyby misie zechciały jeść cokolwiek innego. Małe misie koala nie mają tak długich kiszek, dlatego mamusie koala noszą dzieci przy kroczu i żywią je swoimi odchodami.
W ten sposób, dzisiaj misie koala mają pośród ssaków najmniejszą masę mózgu wobec masy reszty ciała, a ich kora jest mało pofalowana, więc jeśli położysz liść eukaliptusa na talerzu, miś nie będzie miał pojęcia co z nim zrobić. Szkoda, bo gdyby nie wiedziały co z nim zrobić, jak wisiał na drzewie, może zarządzały by dzisiaj rasą ludzką.

O ekstazie dyscyplinie i ośmiornicy

O ekstazie, dyscyplinie i ośmiornicy.

Psychologowie, neurologowie, poeci oraz psychicznie i nerwowo chorzy dawno zauważyli powinowactwo między ascezą a upojeniem. Stąd święte ladacznice, rozpustni papierze historii i okrzyki religijnego kredo w filmach dla dorosłych. W końcu przyjemność i wyższa refleksja stymulują ten sam obszar mózgu, (trzeba dodać, że w sąsiedztwie jest też odczucie stopy). W czasach oświecenia umiłowanie dyscypliny, ukonstytuowało akceptację wartości, które wymagają więcej niż dają w zamian i temu należy zawdzięczać żarówkę i naukę. W naszych czasach, zatopienie w popędach i pogoni za przyjemnością polega na poszukiwaniu jak największej satysfakcji, przy jak najmniejszych nakładach energii i temu należy zawdzięczać to, że czytacie ten post. Absolutnie cznia na to ośmiornica, która posiada jeden otwór, którym jedzenie zajada, wydala odpady przemiany materii, rozmnaża się, atakuje i ucieka. Ona pewnie też ma ośrodek przyjemności blisko ośrodka odczucia stopy. Razy osiem..

O orgazmach kobiet

8 lat przemieszczałam się po kraju, zmieniając co 2 lata miasta, a co pół roku mieszkanie.  Podróże kształcą, a ta podróż i ściany w wielkiej płycie nauczyły mnie, że kobiety zazwyczaj udają orgazmy.

Kobiety robią tak z bardzo wielu powodów. Matka natura nie miała interesu w ułatwianiu orgazmu kobietom, ponieważ nie jest on niezbędny do zapłodnienia. Kościół ma w interesie utrudnianie przyjemności z seksu, bo polityka czarnobiałej moralności i aplikowania poczucia winy i poczucia krzywdy wiąże wiernych do instytucji. Korporacje mają w interesie śrubowanie wizerunku kobiety seksualnie atrakcyjnej, bo kobieta, która ma przekonanie, że na miłość musi zasłużyć, zapracować, coś kupić i coś zrobić, będzie kupowała więcej i zawsze. Nagle powszechnym jest, że dajemy przyzwolenie na seks, przyjemność, zmysłowość ciału pięknemu, młodemu, wypielęgnowanemu. A przecież popęd seksualny świadczy o tym, że człowiek bardziej żyje niż umiera i jest zdrowy, a nie, że ma BMI 17 i lat 17. A gdzie seks kobiet nieidealnych, jak większość czytających ten tekst? Seksualizuje się reklamy skierowane do dzieci, by wychować klienta i przygotować jego recepcję na to, co ma kupować. To skutkuje tym, że w mediach i reklamach pokutuje jakiś odrealniony, wyabstrahowany, wzorzec reakcji seksualnej, gdy pani myje szamponem włosy i stęka, stęka jak widzi nową baterię prysznicową, stęka jedząc słodycze. To stękanie, które przyjęliśmy jako skrót, sublimację ekspresji podniecenia seksualnego, nie ma nic wspólnego z naturalną reakcją, ale właśnie ten szablon odsłuchuję przez ściany nocami i dniami, kiedy to zdesperowane kobiety starają się udowodnić sobie i innym, że stają na poziomie zadania. Stękanie to wzięło się trochę z pornosów, które swoje zostawiają w głowach udających. Pornos kręci się wokół orgazmu mężczyzny, bo oni są targetem i to dla nich uniformizuje się ciało kobiety, włącznie z waginoplastką, by sprowadzić obiekt, kobietę, do statystycznej średniej preferencji, by film zadowolił każdego. Może stąd też się bierze to, że tak niewielu facetów, w pokoleniu wychowanych na pornosach, jest zainteresowanych kobietą, jej satysfakcją, przyjemnością, zaspokojeniem i jej orgazmem, bo mają na seks pogląd, spuszczeniocentryczny. Może właśnie z połączenia przymusu seksualnego pornosów, mediów, korporacji i zakazu autorytetów moralnych, duchowych sprawia, że tak powszechne jest molestowanie seksualne dzieci, i to nie tylko przez księży, ale również przez samotne panie po 40tce, o czym się nie mówi… Kobiety orgazmiczne nie są na rękę polityce, bo kobieta z rozładowanym napięciem nagle widzi szerzej, jaśniej, więcej i ma więcej wolnych MB pamięci oberacyjnej, by uderzyć ręką w stół? Orgazm kobiety też jest zaczarowany naukowością punktów G, A, Z, F, P,… co sprawia, że jak poczytać trochę o tym, to ma się wrażenie, że bez doktoratu nie ma co nawet ściągać majtek. Orgazm kobiety jest zaczarowany psychologizmem, że za jego brak winna jest tylko głowa, i trzeba taką kobietę wrzucić do wanny z bąbelkami, niech się uspokoi i ogarnie, a będzie cacy. Prawda jest taka, że tak jak i u facetów, orgazm kobiety jest też fizjologiczny, tzn warunkuje go mózg, zwłaszcza serotonina i dopamina, ale i umiarkowany poziom testosteronu stałego, wysoki poziom testosteronu wolnego, co między innymi zależy od diety, ale o tym wszystkim kobieta polska się nie dowie, jeśli nie zna języka angielskiego i niemieckiego, nie zna badań na ten temat i nikomu popularyzacja tych badań nie jest na rękę, bo wszystkim bardziej się opłaca kobieta sfrustrowana. Ostatnio zauważyli to w korporacjach farmaceutycznych, ze na tej frustracji można zarobić jeszcze kilka trylionów bilionów zajebilionów i wymyślili FSD. Female sexual disfunction. Chorobę, której objawem jest brak orgazmu podczas stosunku, która zostanie uleczona pigułką. Stanie się tak, jak tylko jakiś lek będzie miał lepsze wyniki niż placebo, a tak się stanie, jak ktoś przekupi komisję.

Konstytutywny nadmiar pragnień kobiet. Konstytutywne niezadowolenie kobiet. Kobiety poniżające siebie nosząc na koszulkach, torbach… wizerunki młodszych, piękniejszych od siebie kobiet. Kobiety torturujące siebie kolekcjonowaniem zdjęć bardziej seksownych od siebie kobiet. Kobiety, ubierające się wyzywająco, by nikt nie zauważył, że udają orgazmy. Kobiety wydzierające się w sypialni. Kobiety wydzierające się na pikietach feministycznych. Kobiety kupujące pigułki, maści, zabawki, książki na orgazm. Kobiety młode, pakujące się do łóżka za wcześnie ze starszymi, bojącymi się dojrzałych kobiet facetami, by zrozumieć, o co to całe halo i udające, że jest fajnie, by ich nie zostawił. Kobiety starsze, które porozumiewawczo kiwają głowami na znak, że cały ten seks jest mocno przereklamowany. Kobiety starsze wyjeżdżające w tropiki, by załapać się na jeszcze trochę seksu, na który tu im się nie pozwala, bo tu kobieta po 40tce nadaje się na śmietnik. Kobieta udająca orgazm, ze strachu, lub wiedzy, że facet ją zdradza. Kobieta udająca orgazm, bo palant zazwyczaj mówi „przepraszam kochanie, ale nie mogłem się powstrzymać, tak strasznie mnie podniecasz”. Udająca w klubie swingersów. Udająca, bo ksiądz powiedział, że nie wolno. Udająca, bo BMI, kg, cm, % tłuszczu, zmarszczka. Udająca, bo kumpelka mówi, że ma kosmiczne. Udająca, bo powiedziała że ma kosmiczne, a nie ma ich wcale. Udająca bo wyzwolona. Udająca bo molestowana. Udająca bo nie może się go doczekać.

W końcu ta kobieta wywala z łóżka korporacje, politykę, księdza, media, książki, rodziców, zabawki, pornosy, koleżanki, zdjęcia, BMI i kiepawego kochanka. To dużo pracy. Może szybciej będzie zboczyć w klimat odgrywania ról, bo wtedy jest się kimś innym i te wszystkie sznurki się rwą? Może fartuszek, może s/m, b.d.s.m, D/s, może zabawa w piratów? Może zaprosi do łóżka mężczyznę, który wie, że jemu i tak będzie dobrze? Ktoś taki, kto najpierw stymuluje największy organ erogenny, kobiecy mózg? Wtedy wszystko będzie dobrze i okaże się, że wcale nie o orgazmy chodzi?

 

Mogłabym tak jeszcze długo, ale wszystkiego najlepszego z okazji dnia kobiet.

ps. styl jest badziewny, bo mam gorączkę, poprawię, jak wyzdrowieję.

 

Końcówka

To co mi się wydawało, że jest paniką, nawet obok paniki nie siedziało. Panikę widziałam później. Wysoki, zadbany brunet o kuloodpornym ciele. Ubrali go, wskoczył, spojrzał w dół i poleciał w przepaść. Oddychał jak pies, szczękał zębami, wywrócił oczy białkami do góry jak martwe ryby brzuch. Ogrom żywiołu go przytłoczył. Nie wszyscy muszą nurkować. Ja muszę.

Końcówka roku jest dla mnie bardzo trudna. Najbardziej trudne dla mnie jest rozstawanie się z iluzjami. To był rok porządków w mrzonkach. Najtrudniejsze zostawiłam sobie na koniec. Skotłował mnie sztorm i wyrzucił w ramiona rodziny Dory. Jemy, oglądamy horrory i tulę się z Olą. Przejdzie, kiedy przejdzie. Aga mawia, że ból i bezsilność są w naszym przypadku jest usprawiedliwione, bo my możemy je zamienić w sztukę.

W lutym zrobię licencję OWD (Open Water Diver). Później zrobię specjalizację w nurkowaniu w nocy i nurkowaniu we wrakach. Woda, ciemność, wrak. Ultrasymbolizm wszechrzeczy. To nieszkodliwa iluzja, której jestem świadoma i daje mi poczucie porządku, a symbole sprawiają, że idee, uczucia i myśli mają wymiar estetyczny. Planuję też nauczyć się ufać facetom, mimo, że 70% starających się o moje względy, to mężczyźni żonaci i zajęci, a ci bliscy z urzędu doprowadzili do perfekcji sprzedawanie mnie ruskim na kiełbasę. Z ruskimi sobie radzę, bo umiem pić wódkę i śpiewać do rana, a komu nie dano w rodzinie, temu dano w przyjaciołach.

„Tu leży ta, co zwiała z tak daleka,

 że nie wcześniej niż teraz stąd ucieka”

Dziś są moje urodziny

Dziś są moje urodziny. Jest niedziela. Urodziłam się w niedzielę. O 18.

Wiedźmatka mówi, że wedle jej znanych narzędzi przewidywania przyszłości, to data narodzin osoby wyjątkowej, która zmieni świat. Z doskonałego, którym jest, w doskonały, którym zawsze był.

Dotychczas starałam się uczynić ten dzień wyjątkowym  serią rytuałów, zamknięć, otwarć, przejść, wszystko by poroztrząsać to, co się stało i co rozsądzi o tym, co się wydarzy… Tym razem nie muszę.

Dziesięć lat mija od mojego exodusu. Nauczyłam się bardzo dużo. Zrozumiałam czym jest pokora, uległość, spolegliwość a czym inercja, autodestrukcja i masochizm. Czym jest odwaga, dominacja i odpowiedzialność, a czym tyrania, sadyzm i ubezwłasnowolnianie. Pogodziłam się ze swoją wrażliwością i szanuję granice, których nie pozwala mi przekraczać. Dziesięć lat temu pozwoliłam, by moje granice przekroczono. Wiem jak okazywać słabość i wiem, jak prosić o pomoc. Pogodziłam się ze swoją siłą. Dowiedziałam się, że potrafię trafić w czułe miejsca i nie celować. Widzę i wiem więcej, niż powinnam i umiem zatrzymać to dla siebie. Zobaczyłam konsekwencje, żałowałam i zrozumiałam. Moim zdaniem to dużo rozumieć choć tyle.

To nie będzie wyjątkowy dzień. Obudzę się o 6 rano. Ubiorę się, wypiję kubek kawy z kardamonem. Zadzwoni domofon. O 7 przyjedzie Sebastian, przesympatyczny taksówkarz i Łukasz, mój wspólnik, z ekpią. Zgarniemy stalowe drzwi, świetlik, kaset, szynę i pojedziemy na montaż. Zlecenie na Pańskiej u przesympatycznego młodego małżeństwa. Kiedy nie będę potrzebna, pójdę do kawiarni z kompem. Dokończę plik z pilotem i eksplikację. Prezent świąteczny dla ekipy realizacyjnej. Przyjdą klienci. Odbiorą drzwi suwane, omówimy 6 świetlików, kuchnię, resztę drzwi, może i regał. Potem odezwie się 88kgX190cm moich narkotyków.  Niezniszczalny.  Wskoczymy na bestię i polecimy się demolować. To będzie koniec urodzin. Doskonałych.

O dyndaniu za balony i pilocie

Kopnięcia z wyskoku są literacką fikcją, z punktu widzenia walki, są ornamentalnym, ekwilibrystycznym nonsensem. Gdy ciało traci uziemienie, traci moc. Siła ciosu nie jest w człowieku. Uderzenie jest z ziemi.

Zakupy z Łukaszem. Pręty, płaskowniki, teowniki, profile, blachy, prowadnice. Stal. Noszę do samochodu 3metrowe profile, wchłaniam przez skórę chłód i bezwzględną nieuchronność trwania stali. Stal jest wieczna. Ze stali robimy meble i dekoracje. Robię i sprzedaję te przedmioty, by wyrażać infantylne marzenie o domu, który wytrzyma czas, o ludziach, którzy się wspierają, o rodzinie, która przetrwa, bo moja nie dała rady. To dziecinne, wiem. Dlatego piszę pilota.

Nie traktuję siebie poważnie od kilku miesięcy. Armie hormonów przechwyciły mechanizmy poznawcze, krytyczne, analityczne i twórcze. Nie mogę wierzyć w to, co myślę, co czuję, co postrzegam. Nie mogłam się w tym połapać, sięgnęłam po książkę znanego neurologa. Nie dowiedziałam jak żyć z takim poziomem love we krwi, ale gdzieś po 250 str. nie byłam w stanie zapalić papierosa. Detoks od fajek wali w dekiel jeszcze mocniej. Macham nogami, nie czuję ziemi, a do napisania jest pilot.

Założyłam okoliczności, wymyśliłam postaci, konflikty, relacje. Napisałam pierwszą wersję odcinka pilotażowego. Wprowadzenie w gatunek, reguły, medium. Trochę błysku w dialogach, czarnego humoru w obrazku, wszczepy do wątków, zaskoczenia, zwroty. Czytam raz, czytam drugi. Suche pierdy w occie. W takich sytuacjach zaleca się wyrzucenie najlepszej sceny albo wywalenie wszystkiego sprzed sceny kulminacyjnej. Zabiegi brutalne nie pomogły. Nic mnie nie rusza ten świat, ta rodzina, te problemy. Nic mnie to nie obchodzi. Potrzebuję dać widzowi po mordzie, połamać żebra, przytrzymać go za jaja i trzymać go tak przez kilka sezonów, ale nie!  Dyndam za balony wypchane hormonalnymi substancjami psychoaktywnymi i piszę piruety, które mnie gówno obchodzą.  

Pracuję nad wersją czwartą. Zaczyna się od tego, że główny bohater traci wszystko, a potem napięcie rośnie.  I tak oto czasowo z blogiem mi nie po drodze, bo dyndam za balony w przestworzach i szukam ziemi, by dać wam mocno po pysku.

 Nie udała mi się ta notka. Jakie to miłe dać dupy za darmo i niczego tym nie zaprzepaścić, nikomu tym nie zaszkodzić… Blog – miejsce z bezpodstawnym samozadowoleniem literackim.

A numer literatury na świecie z Themersonami daje radę a Kayah w nowej płycie pomyliła suficki melizmat z stękaniem w sex telefonie, a ze „światłem w czarnej dupie” się nie wyrobię do 15.12, bo nie posiadam kompleksu pochodzenia.

 

 

Preludium do „Światła w czarnej dupie”

Wyjechałam na nieplanowane wakacje. Zapadłam na nieplanowaną obsesję. Jem dużo nieplanowanego jedzenia, ale jestem szczęśliwa zgodnie z planem.

Do skrzynki mailowej wpada list od wydawnictwa, z zapytaniem, czy nie rozbudowałabym tematu „pieniądze wskażcie mi drogę bo błądzę 2” do książki. Ciekawe, bo to wydawnictwo odrzuciło moje propozycje w roku 2005 i 2009 i bardzo dobrze. Odpisałam, że oczywiście, książka się napisze. Jednak byłoby nieodpowiedzialnym przyłożyć rękę do inwestycji w publikację, której grupą docelową są ludzie bez kasy i to w czasie trudnym na rynku wydawniczym. Jestem zdania, że kapitalizm jest maszyną, która oddziela to, co potrzebne, od tego, co zbędne. Nie żadną niewidzialną ręką rynku, ale milionami widzialnych rąk zapotrzebowania klientów. Mimo wszystko, uważam, że skoro poruszenie tego tematu ściągnęło na mojego skromnego bloga tylu czytelników, skoro do skrzynki wpadają maile z podziękowaniami, to jest to potrzebne.

 

„Światło w czarnej dupie” powstanie do 15.12.2013, premiera w moje urodziny. Będzie dostępna w formie ebooka za 7,77 zł na amazonie, aukcjowniach, stronie, ale każdy, kto poprosi dostanie ją za darmo. Do współtworzenia zaproszę edytorkę, korektorkę, profesora psychoanalizy Jungowskiej. Praktyków biznesu, znajomych przedsiębiorców dużych i CEO korporacji, oświeconych i jednego teoretyka, speca od makroekonomii, bo kto umie robi, kto nie umie, się wymądrza. Ziomów, którzy zaczynają w sektorze kreatywnym, tworzą franczyzy, biznesmenów, którzy ostatnio zbankrutowali, którzy się ostatnio dorobili. Ludzi, którzy mają historie od zera do bohatera i od bohatera do zera. Będzie o przekonaniach, o karmie, o kryzysach. Nie będzie to poradnik, ale światło dla ludków w czarnej dupie. Zaraz po tym, jak zapadła decyzja, mama poznała mnie z Tomkiem, handlarzem diamentów. Dzisiaj przeprowadzę z nim pierwszy wywiad.

Wszystkich proszę o to, by popracowali pro bono, a zyski z książki pójdą na cele charytatywne. Na co dokładnie, będą głosowania na fanpage’u.

Zainteresowanych współpracą zapraszam na koniecznyada@gmail.com. Potrzebny jest ktoś, kto postawi stronę, ktoś, kto tę iskierkę rozdmucha na trzy wsie i cztery powiaty za pomocą social media i innych świrtualnych promocji i dużo, dużo historii ludków.

 

Ps. Wymyśliłam swoją emeryturę. Jak już się namiotam twórczo i biznesowo, kupię dom na Bali blisko morza, wybuduję mały pensjonat, łódz i sprzęt do nurkowania. Będę sprzedawała wakacje z jogą, nurkowaniem i warsztatami arteterapii dla przedsiębiorców uderzających o wypalenie zawodowe.

Enkidu i Szamhat

[...]

Zobaczyła tam Szamhat człeka

Męża dzikiego zajadłego

Zrodzonego z dalekich stepów

„Oto on niewiasto obnaż się

Przyrodzenie odsłoń piersi swe

Iżby źrałość twoją posiąść mógł

Skoro cię zobaczy zbliży się

Wzbądź się wstydu i w nim żądzę wzbudź

Przyjmij chętnie jego dyszenie

Szatę rozrzuć, ukaż się naga

Spraw iżby wezbrała w nim siła

Niechaj legnie, niech Cię posiądzie

Niechaj dziki legnie na tobie

Obcym go uczyni dla zwierząt

Jego moc miłosna na tobie”

Obnażyła Szamhat piersi swe

Ujrzał i zapomniał Enkidu

Gdzie się rodził w górach z kim biegał

I się wstydu Szamhat wyzbyła

Jego żądzę wraz rozbudziła

I westchnienie jego przyjęła

I do Szamhat przywarł Enkidu

Do Enkidu przywarła Szamhat

Uczyniła sprawę kobiecą

Przez dni sześć i przez nocy siedem

Dopadał i zapładniał Szamhat

Aż miłością nasyciwszy się

Na zwierzęta zwrócił oblicze

Pierzchły w skok od niego gazele

W drodze pierzchła zwierzyna stepu

Stał Enkidu ciało słabe ma

Nogi w ziemię jakby wrosły mu

Obłaskawił się już Enkidu

Już nie będzie biegał przez góry

Rozum zyskał i poszerzył słuch

Wraca do Szamhat u stóp siada

I w oblicze kobiety patrzy

Ona rzecze „Jesteś jak bóstwo

Czemu za zwierzem się uganiasz

Pójdź a wprowadzę Cię do miasta

Do lśniącego przybytku Isztar i Anu

[...]

Mów do mnie szyfrem

Pewien cesarz pojął za żonę dziewicę z odległego kraju i długo przebywał z nią w jej ojczyźnie.

Dj: Bo w każdym człowieku jest dwóch tancerzy. Prawy i lewy. Dwaj tancerze – płuca. Płuca tańczą i dostarczają mu tlenu. 

Pewnego dnia chciał wrócić do swojej ojczyzny, ale jego małżonka nie chciała się na to zgodzić i powiedziała: „Jeśli odejdziesz, zabiję Cię!”

Dj: Bo każda kobieta jest biorcą tlenu, ale nie każda jest jego dawcą. 

Cesarz kazał wykonać dwa pierścienie. Jeden dawał wspomnienie, a drugi zapomnienie. Pierścień wspomnienia włożył na swój palec, a pierścień zapomnienia wręczył swojej żonie.

Dj: I aby oddychać pełną piersą wziął tlenodajną łopatę i zabił żonę beztlenowca. Taniec zaczął go wciągać i wciągnął go do innej krainy. Tam był tylko ruch i taniec. I taniec tak go wciągnął, wciągnął i już tak mocno wciągnął, że postanowił już na zawsze pozostać w krainie tlenu. 

Cesarz wrocił do swojej ojczyzny i stał się Czarnoksiężnikiem. Miał bardzo piękny ogród, a w nim tyle wonnego kwiecia, słodkich owoców, rozkoszy ziemskich, że przebywanie tam było nieziemską przyjemnością. Ci, którzy, raz się tam znaleźli, widząc tyle wspaniałości, prosili, aby wolno im było tam pozostać do śmierci.

DEALER: W chwili gdy pan mnie dostrzegł, linia po której pan kroczył, uległa wygięciu, i to nie wygięciu oddalającemu ode mnie, lecz wiodącemu ku mnie, gdyż inaczej nie spotkalibyśmy się nigdy, bo ja przemieszczam się niemal nieruchomo, jak ktoś, kto z jednego i miejsca wypatruje przechodnia i czeka, aż ów zboczy z drogi, jednak jedyne co się liczy to fakt, że spojrzał pan na mnie, a ja na pana, tymczasem linia, po której pan zmierzał , z absolutnej, jaką była, przekształciła się we względną, ani prostą, ani wygiętą, lecz fatalną.

Czarnoksiężnik zgadzał się na prośby pozostania w czarodziejskim ogrodzie, ale tylko pod warunkiem, że on, Czarnoksiężnik zostanie ich spadkobiercą. Przybysze wierzyli, że ogród jest rajem, w którym będą mogli pozostać na zawsze i przyznawali mu dziedzictwo. Czarnoksiężnik przeglądał się w pierścieniu wspomnień, wstawał nocą i zabijał ich we śnie.

KLIENT: Okrucieństwo nie polega na tym, że jeden człowiek rani drugiego, go okalecza, torturuje, obrywa kończyny i głowę, nie. Prawdziwe okrucieństwo jest dziełem tego zwierzęcia lub człowieka, który porzuca inne w stanie nieukończonym, w zawieszeniu jak wielokropek pośrodku pełnego zdania, czyniąc tym samym, z innego zwierzęcia lub człowieka, pomyłkę spojrzenia, pomyłkę osądu, pomyłkę po prostu, jak ledwo zacz­ęty list, który gwałtownie mnie się w garści tuż po napisaniu daty.

Tak, przy pomocy wspaniałego ogrodu, Czarnoksiężnik dokonał nieprawdopodobnej wręcz ilości spełnienia marzeń.

DJ: Tak więc, aby mieć prawo do życia na tej ziemi, trzeba nauczyć się oddychać powietrzem i w żadnym wypadku nie uzależnić sie od tlenu, bo jeśli wpadniesz w ciąg tlenowy, to ani pieniądze, ani nawet śmierć nie będą w stanie ograniczyć tej żądzy piękna i wolności, która Cię posiądzie.

 

 

Na podstawie kilku opowieści z „Gesta Romanorum” + „Tlen” + „Samotność Pól Bawełnianych”. Fragmenty po wolnej i dowolnej obróbce.