Poradnik dla młodej dziewczyny
o spędzaniu wolnego czasu
Valerie Solanas

Przekład Ada Konieczny.

„Mężczyźni.”
„Przepraszam Pana, czy ma pan piętnaście centów?”
„Tak, ale nie dla Ciebie.”
„Czy mogę pana zainteresować świntuszeniem?”
„Moja droga, możesz mnie zain…”
„Policja! Ta dziewczyna! Ona żebrze!”
„Jeśli jeszcze raz zobaczę jak żebrzesz na szóstej alei, to cię zamknę.”
„Dobrze, przeniosę się na Sheridan Square.” Przeniosę się na Sheridan Square i poszwendam się wokół sklepu Jacka Dalaneya.
„Przepraszam Pana, czy ma pan piętnaście centów?”
„Mam o wiele więcej niż piętnaście centów.”
„Świetnie, to możesz kupić mi obiad.” Wepchnęłam go w Jacka Dalaneya zanim zdążył zaprotestować.
„Przykro mi, ale nie obsługujemy tu żebrzących.”
„Twoja strata, gruby dupku, bo jem ile wlezie.”
Więc zjemy w Bull Mill Tavern. To trzy przecznice stąd, ale będę go zagadywała i mówiła szybko, i wciąż będzie chętny, jak tam dotrzemy.
„Jesteś lesbijką?”
„Jasne.”
„Powiedz, co robią lesbijki?”
„Więc, najpierw my…”
„Tak?”
„potem my…”
„Taaaak?”
„I potem my…”
Oczy mu się szklą: „TAAAAAAAKK? Chciałbym to zobaczyć.”
„Za dwadzieścia pięć dolarów, myślę, że mogłabym to zaaranżować.”
Przetoczyłam się na 6 aleję z 8 aleją. „Hej, Gwen…” Pokój dla trzech w hotelu Earle. Ten jest sknera – patrzy i wali konia; chce oszczędzić 25 dolców.
Trzy dni przerwy i znów do roboty.
„Przepraszam Pana, czy ma pan piętnaście centów?”
„No entiendo.”
„Tiene Usted quince centavos?” Niektórym udaje się uciec.
„Tak myślę, masz.”
Nadchodzi stary bezdomny.
„Hej, paniusiu, możesz mi pomóc? Potrzebuję tylko 7 centów i kupię sobie coś do picia.”
„Ty kłamliwa szmato, nie chcesz pić, zbierasz pieniądze na fundusze inwestycyjne. Przepraszam, chłopcze, czy masz piętnaście centów?”
„Przepraszam, proszę pani, nie mam wydać.”
„Przepraszam pana, czy ma pan piętnaście centów?”
„Powiedz mi, gdzie znajdę dziewczyny a dam ci dolara.”
„Okej, daj mi dolara.”
„Masz.”
„Tam masz dziewczyny, chodzą po ulicy. Nara.”
Mijam ulicznego mówcę. Słucham sobie. Socjalista. Słucham chwile i idę, kontynuować moją drogę ku idei socjalistycznej, poprzez trzymanie się z daleka od rynku pracy. Ale najpierw trochę zakupów. Wchodzę i myślę, co więcej ja, jako kobieta, mogę zrobić dla narodu. Mogę jeszcze kraść.
Idę do domu z łupem i przechodzę Bleecker street.
„Przepraszam pana, czy ma pan piętnaście centów?”
„W drobnych?”
„Jeśli wolisz w papierkach, nie mam nic przeciwko.”
„Za papierki będę chciał conieco.”
„Więc chcę tylko piętnaście centów.”
„Nie. Czekaj chwilę, może ubijemy targu.”
„Daj mi piętnaście albo idę.”
„Ok. Masz pięćdziesiąt centów. Czekaj, nie odchodź.”
„Mój czas kosztuje. Stanie tutaj kosztuje mnie cztery pięćdziesiąt na godzinę.”
„Więc daj mi kwadrans za dolara i trzynaście centów.”
„Dobra. Masz. To o czym chcesz rozmawiać?”
„Gdzie dostanę dziewczynę?”
„Za dziesięć dolców przedstawię Ci jedną.”
„Tylko? Tylko dziesięć dolców?”
„To moja cena za przedstawienie was sobie. Potem będziesz musiał z nią negocjować. No dawaj, dziewczyna zwala z nóg…. Hey Mary Lou…”
„Przepraszam Pana czy ma pan piętnaście centów?”
„A na co?”
„Na metro.”
„Czemu policji nie poprosisz?”
„Poprosiłam. Kazali mi poprosić ciebie.”
„Masz.”
Dziewczyna rozdająca reklamy jako lekturę sprawia wrażenie, jakby wręczała je tylko mężczyznom. Pójdę za nią i zobaczę. Tak. Dokładnie tak robi.
„Proszę pani, czemu dajesz je tylko mężczyznom?”
„Tak robię? Nie zdawałam sobie sprawy. Instynkt może. Nie mam ich za wiele, a to raczej intelektualne treści, wiesz i miałam dawać tym, którzy wyglądają na intelektualnych.”
Imponujące, pięknie ją zaprogramowali.
„Przepraszam pana, czy ma pan piętnaście centów?”
„Taka młoda, a już żul? Zabieraj się stąd, bo zadzwonię po policję.”
Nie powinnam była podchodzić do dziada.
„Val, spiknij mnie z jakimś jaśkiem, co? Czaję się po barach od 2 godzin a żaden nie chce do mnie zagadać – są nieśmiali.”
„Więc sama do nich zagadaj.”
„Zaraz mnie wywalą. Żartujesz.”
„To postój przed barem. Uderz do nich koło czwartej, jak będą zamykali. Będą wyczołgiwać się, zalani i napaleni, a ty będziesz ich Damą Ostatniej Szansy.”
„Mam dość tych sztuczek. Pieniądze. Nienawidzę ich. Dlaczego musimy potrzebować pieniędzy? Dlaczego nie mogę żebrać tobą.”
„Dlaczego nie żebrzesz sobą?”
„Nie mogę tego robić w samotności.”
„A razem, jak możemy to robić?”
„Podejdziemy do typa razem i poprosimy o trzydzieści centów.”
„Nie, to niemożliwe, byśmy obie zgubiły kasę na bilet. Poza tym, zazwyczaj dostaję przynajmniej trzydzieści, no i spowolnisz mnie i zepsujesz mi przedstawienie. Zrobimy tak- ja będę żebrała po tej stronie ulicy, a ty po drugiej. ”
„Ale co będę robiła?”
„Będziesz prosiła ich o piętnaście centów.”
„A jeśli odmówią?”
„Zaczepisz ich więcej. Patrz, idzie koleś.”
„Nie, on mi nie da.”
„Skąd wiesz?”
„Wiem. Podejdę do tego w gajerze.”
„To nie ma znaczenia, ale wal.”
„Em, czy masz pi… Idzie dalej, nawet mnie nie zauważył!”
„Idź za nim. Truj mu. Truj!”
„Na nic się to zda. Spróbuję na tym.”
Podchodzi do faceta idącego z kobietą.”
„Czy ma pan piętnaście centów?”
„Sorry.”
„Tony, co za swołocz.”
„Nie zaczepiaj kolesia z laską. On jej się nie pokaże z tej strony.”
„Z tym spróbuję. Czy ma pan piętnaście centów?”
„Nie, przykro mi.”
„Świntuszenie sprzedaj.”
„Kto by kupił coś takiego?”
„Wiesz co, idź sobie, tracę przez ciebie kasę.”
Dziewczyna nie wie co robi, jak tak dalej pójdzie, skończę mając pracę.
„Przepraszam pana, czy ma pan piętnaście centów?”
„A odczep się, czy ja ci wyglądam na turystę? To chyba ten garnitur.”
„Nie, wyglądasz jak koneser konwersacji. Chcesz kupić godzinę za sześć dolców?”
„Godzinę czego?”
„Konwersacji.”
„I mogę mówić o czym tylko chcę?”
„O czym chcesz.”
„O czym chcę.”
„O czym chcesz.”
„Nawet o seksie?”
„Nawet, a za dodatkowe cztery dolce zrobię ci ilustracje na serwetce.”
„Sześć dolców, co? Dobra. Gdzie idziemy na tę konwersację?”
„Do restauracji. Podczas konwersacji kupisz mi obiad.”
„Może tu, u Feenjonsa?”
„Nie. Nie obsługują tu żebrzących.”
„Powiedz, mogę zadać Ci osobiste pytanie? Jesteś lesbijką?”
„Tak, a co?”
„A możesz mi opowiedzieć, co robią lesbijki?”
„Cóż. Najpierw my…”
„No?”
„Potem my…”
„No….”
„A potem…”
Oczy jak dekle.
„NOOOO? To bym chciał zobaczyć.”
„Za dwadzieścia pięć dolarów mogę to zaaranżować.”
Znów na skrzyżowanie szóstej z ósmą.
„Hey, Mary Lou…”
Pokój dla trojga w hotelu Earle.
Nie zrobię sobie jutro wolnego, choć dzień był dobry. Nie mogę. Potrzebuję ubrań na zimę. Szybko, słodko, bez ociągania się. Idę do domu, plan na jutro: szwendać się, sześć dolców za możliwość uderzenia do mnie, szybkie chrupanko i do domu. Myślę, że zjem u Lindy’s.
Idę do metra, wysiadam na piętnastej i idę do Lindy’s. A tam jasiu leży przed wejściem, zwarty i gotowy. Skąd wiedział, że tu będę?
„Przepraszam pana…”
Wracam na wieś.
„Przepraszam pana, czy ma pan piętnaście centów?”
„Hej, ile klas skończyłaś?”
„To konwersacja. U mnie to kosztuje sześć dolarów za godzinę.”
„Jesteś stąd?”
„To konwersacja.”
„Daj spokój. Powiedz, mi, gdzie tu jest jakaś impreza?”
„To konwersacja.”
„Dobra, dobra, masz.”
I znów następne zapierające dech w piersiach spotkanie, z genialnym męskim umysłem.
„Przepraszam pana, ma pan piętnaście centów?”
„Jeszcze w życiu nie zaczepiła mnie kobieta żul, to zobowiązuje. Masz pięćdziesiąt centów.”
A Tam Bedsy i Eileen się migdalą, jak zwykle.
„Czy wy nie macie nic innego do roboty?”
„Stary, a co innego jest do roboty?”
„Tony, więcej ścierwa. Jest wszędzie.”
Szwendam się wokół stolików patio w Grando’s i wokół bloku. Ta robota daje mi możliwość nieustannego podróżowania – wokoło i wokoło i wokoło bloków. Pomyśleć, że inne dziewczyny poprzestają na podróżowaniu do Europy.
„Przepraszam pana, czy ma pan piętnaście centów?
„J-a-a-a-s-s-n-n-e. Tu masz ćwiartkę. Daj dziewczynie ćwiartkę, Pete. Daj dziewczynie ćwiartkę, Joe. Teraz nam powiedz, gdzie tu się dzieje?”
„Ja się dzieję.”
„Więc, w drogę.”
„Stój. Muszę najpierw zjeść, a jeśli chcecie ze mną gadać gdy jem, to kosztuje sześć dolarów.”
„Słuchaj, a może zrobimy tak – powiedz nam gdzie tu jest jakaś akcja.”
„Za trzy dolce na łeb, pokażę wam miejsce nie z tej ziemi, niemożliwą miejscówkę, w głowie się nie mieści co tam się dzieje. A laski które tam mają! Oooooo tam mają niegrzeczne dziewczynki!!!!
„Yeaaahhh! Wiesz, Pete, to chyba warte te trzy dolce na łeb.”
Koniec.