Myślałam, że zaufanie polega na tym, że się je buduje. To taka konstrukcja, powstała przy ostrożnych próbach wystawiania się na potencjalne zranienie. Błogi odpoczynek od obserwacji, kalkulacji,mierzenia i warzenia możliwych zdrad, przygotowania w postaci planów ucieczki.  Budowla, która ma dać mi luksus, wyciągnięcia się na wygodnym meblu i nie myślenia, o przeszłych krzywdach, które zapowiadają przyszłe.Wolna od opancerzania się grubą skórą i popadania w mieniące się barwami kłamstwa o sile, harcie ducha i społecznej, emocjonalnej samowystarczalności. Kokon nie potrzebowania nikogo. Dzisiaj w Gnieźnie wiem, że zaufanie polega na odpuszczaniu przeszłości, bo ona jest martwa. Ufać, to być tu i teraz.

Setki razy słyszałam o tym, jak to w naszym kraju nie ma scenariuszy. Nie ma zdolnych scenarzystów, przez co film to nieudolne próby replikowania kina amerykańskiego. Nic dziwnego, jak słyszysz wskazówki, „Napisz polską Pretty Woman”, „Polskie Pulp Ficition” „Bo ja chcę takich polskich Urodzonych Morderców.” Wymyśliłam z Niezniszczalnym potencjalny śmiećquel. Jedna znajoma wróżka, dość niepytana, wyjechała mi, że nam się wszystko rozleci i będzie rozpacz. Niezniszczalny się wpienił i wymyślił fabułę: Koleś, rzucony przez laskę, bo wróżka jej coś nagadała, wyrusza i morduje wszystkie tarocistki. Problem ze scenariuszami polega na braku tradycji pracy zespołowej. Papier wiele zniesie, ale to co powinien nieść, to przestrzeń dla talentu reżysera, operatora, aktora, montażysty, kompozytora… Tego nie da się wymyślić, wyśnić, wydumać, wyczytać w książkach. Trzeba się z tymi talentami zetrzeć. Słuchać. Dawać im przestrzeń. Nie być zaborczym. Nie poddawać się auto inflacji swoich idei. To polega na dawaniu maksa, ale zostawianiu pustych miejsc w zaufaniu, że ludzie dalej, będą chcieli dawać. Kiedy robisz w Wordzie kroczki tanga, dwa w przód, trzy w tył, to Cię porwą w polkę skakaną. A jak się potkniesz, to Cię złapią.  Będą dmuchali na te iskierki i zapłoną powiaty, jeśli poczują, że dla ich talentu jest przestrzeń.

By to się mogło zdarzyć, musi być pokoreńka na każdym rogu. Jest taka tendencja, telewizyjne kryterium prawdy: że rację ma ten, kto więcej krytykuje. Redaktor, który przekłada kartki z lewej na prawą, jest tam dlatego, by robić poprawki. Jeśli niczego nie poprawi, znaczy, że nie jest potrzebny. Stąd znane są akcje, że w 4 sezonie serialu w scenariuszu poznaje się bohaterów, którzy są małżeństwem od 2 sezonów. A największą tajemnicą tworzenia jaką poznałam do dziś, jest, że to polega na odpuszczeniu krytykanctwa siebie i innych i zainwestowanie w zaufanie.