Dziś są moje urodziny. Jest niedziela. Urodziłam się w niedzielę. O 18.

Wiedźmatka mówi, że wedle jej znanych narzędzi przewidywania przyszłości, to data narodzin osoby wyjątkowej, która zmieni świat. Z doskonałego, którym jest, w doskonały, którym zawsze był.

Dotychczas starałam się uczynić ten dzień wyjątkowym  serią rytuałów, zamknięć, otwarć, przejść, wszystko by poroztrząsać to, co się stało i co rozsądzi o tym, co się wydarzy… Tym razem nie muszę.

Dziesięć lat mija od mojego exodusu. Nauczyłam się bardzo dużo. Zrozumiałam czym jest pokora, uległość, spolegliwość a czym inercja, autodestrukcja i masochizm. Czym jest odwaga, dominacja i odpowiedzialność, a czym tyrania, sadyzm i ubezwłasnowolnianie. Pogodziłam się ze swoją wrażliwością i szanuję granice, których nie pozwala mi przekraczać. Dziesięć lat temu pozwoliłam, by moje granice przekroczono. Wiem jak okazywać słabość i wiem, jak prosić o pomoc. Pogodziłam się ze swoją siłą. Dowiedziałam się, że potrafię trafić w czułe miejsca i nie celować. Widzę i wiem więcej, niż powinnam i umiem zatrzymać to dla siebie. Zobaczyłam konsekwencje, żałowałam i zrozumiałam. Moim zdaniem to dużo rozumieć choć tyle.

To nie będzie wyjątkowy dzień. Obudzę się o 6 rano. Ubiorę się, wypiję kubek kawy z kardamonem. Zadzwoni domofon. O 7 przyjedzie Sebastian, przesympatyczny taksówkarz i Łukasz, mój wspólnik, z ekpią. Zgarniemy stalowe drzwi, świetlik, kaset, szynę i pojedziemy na montaż. Zlecenie na Pańskiej u przesympatycznego młodego małżeństwa. Kiedy nie będę potrzebna, pójdę do kawiarni z kompem. Dokończę plik z pilotem i eksplikację. Prezent świąteczny dla ekipy realizacyjnej. Przyjdą klienci. Odbiorą drzwi suwane, omówimy 6 świetlików, kuchnię, resztę drzwi, może i regał. Potem odezwie się 88kgX190cm moich narkotyków.  Niezniszczalny.  Wskoczymy na bestię i polecimy się demolować. To będzie koniec urodzin. Doskonałych.