Kopnięcia z wyskoku są literacką fikcją, z punktu widzenia walki, są ornamentalnym, ekwilibrystycznym nonsensem. Gdy ciało traci uziemienie, traci moc. Siła ciosu nie jest w człowieku. Uderzenie jest z ziemi.

Zakupy z Łukaszem. Pręty, płaskowniki, teowniki, profile, blachy, prowadnice. Stal. Noszę do samochodu 3metrowe profile, wchłaniam przez skórę chłód i bezwzględną nieuchronność trwania stali. Stal jest wieczna. Ze stali robimy meble i dekoracje. Robię i sprzedaję te przedmioty, by wyrażać infantylne marzenie o domu, który wytrzyma czas, o ludziach, którzy się wspierają, o rodzinie, która przetrwa, bo moja nie dała rady. To dziecinne, wiem. Dlatego piszę pilota.

Nie traktuję siebie poważnie od kilku miesięcy. Armie hormonów przechwyciły mechanizmy poznawcze, krytyczne, analityczne i twórcze. Nie mogę wierzyć w to, co myślę, co czuję, co postrzegam. Nie mogłam się w tym połapać, sięgnęłam po książkę znanego neurologa. Nie dowiedziałam jak żyć z takim poziomem love we krwi, ale gdzieś po 250 str. nie byłam w stanie zapalić papierosa. Detoks od fajek wali w dekiel jeszcze mocniej. Macham nogami, nie czuję ziemi, a do napisania jest pilot.

Założyłam okoliczności, wymyśliłam postaci, konflikty, relacje. Napisałam pierwszą wersję odcinka pilotażowego. Wprowadzenie w gatunek, reguły, medium. Trochę błysku w dialogach, czarnego humoru w obrazku, wszczepy do wątków, zaskoczenia, zwroty. Czytam raz, czytam drugi. Suche pierdy w occie. W takich sytuacjach zaleca się wyrzucenie najlepszej sceny albo wywalenie wszystkiego sprzed sceny kulminacyjnej. Zabiegi brutalne nie pomogły. Nic mnie nie rusza ten świat, ta rodzina, te problemy. Nic mnie to nie obchodzi. Potrzebuję dać widzowi po mordzie, połamać żebra, przytrzymać go za jaja i trzymać go tak przez kilka sezonów, ale nie!  Dyndam za balony wypchane hormonalnymi substancjami psychoaktywnymi i piszę piruety, które mnie gówno obchodzą.  

Pracuję nad wersją czwartą. Zaczyna się od tego, że główny bohater traci wszystko, a potem napięcie rośnie.  I tak oto czasowo z blogiem mi nie po drodze, bo dyndam za balony w przestworzach i szukam ziemi, by dać wam mocno po pysku.

 Nie udała mi się ta notka. Jakie to miłe dać dupy za darmo i niczego tym nie zaprzepaścić, nikomu tym nie zaszkodzić… Blog – miejsce z bezpodstawnym samozadowoleniem literackim.

A numer literatury na świecie z Themersonami daje radę a Kayah w nowej płycie pomyliła suficki melizmat z stękaniem w sex telefonie, a ze „światłem w czarnej dupie” się nie wyrobię do 15.12, bo nie posiadam kompleksu pochodzenia.