Mama załamała ręce. Jej córce zaraz stuknie trzydziestka, a ona siada na rogu stołu, pragnąc już za młodu zostać starą panną i dożywotnio orać pola kwitnące psychopatami.  Wzięła się do roboty, a że specjalizuje się w zaklinaniu milionerów w żaby, ja się specjalizuję w zaklinaniu żab w psychopatów to otwieramy sezon na miłość od pierwszej teściowej.

Uwodzenie polega na tym, by pokazać siebie w jak najlepszym świetle w celu zdobycia pożądanej przez uwodzącego formy miłości. Randki to faza badania rynku, później składa się ofertę z widełkami cenowymi, negocjacje, kontraktacje, realizacje i gratyfikacje. Moja przyjaciółka Maria często podsumowuje „Wszyscy chcą być kochani, a nikt nie chce kochać.” Ma rację, bo miłość, w najróżniejszych formach, jest obiektem pożądania jako przedmiot, jakby to było coś, co można dostać, mieć, zawłaszczyć, wejść w posiadanie za pomocą merkantylnych posunięć.

Lubię mężczyzn, ponieważ się na nich kompletnie nie znam. Krążą banały, że faceci są prości, chodzi im tylko o jedno, najlepiej nimi sterować ręcznie. To wszystko nieprawda, do tego stopnia, by temat oswoić, nazywam mężczyzn czule psychopatami. Geneza semantyki bierze się stąd, że gdy wchodzą w grę emocje wszyscy zachowujemy się jak psychole rąbnięci w sam środek mózgu. Są tacy, co zachowują się normalnie, ale cała reszta chodzi po ścianach i zwisa z żyrandola, rzeźbi kwadratowe jaja, czyli zabiera się za uwodzenie. Jeden potrzebuje udowodnić swoją siłę, przez co całą parę pakuje w próby dominacji, denominacji, ignorancji i arogancji, myśląc, że jeśli udowodni, że jest lepszy, to wtedy będzie kochany. Inny, Mitomanic street preacher, tak długo szyje obraz wyidealizowanego siebie cudzymi nićmi, że nie raczy zauważyć, że nie jest sam w pomieszczeniu i nie wali do lustra. Jeszcze inny będzie tak reglamentował dostęp do siebie, by za nim w nieskończoność gonić, a gdy zauważa rezygnację obiektu ucieczek, dostaje histerii, a jeśli ta przechodzi bez reakcji staje się okrutny jak urażona panienka na wydaniu. Są i tacy, którzy projektują na potencjalną partnerkę tak nieubłagalnie konkretną rolę, że pozostawiają miejsce tylko na ich wyobrażenie i płynące z rozczarowań pretensje. Wspomnieć warto o Pigmalionach na tropie niedostatków, którzy poświęcają się narcystyczno-mesjanistycznej krucjacie naprawiania partnerki, najczęściej poprzez wmawianie wad i problemów, tylko po to, by być autorem nowego, lepszego, okiełznanego bytu kobietopodobnego. Są też i tacy, którzy tak bardzo czują się zagubieni wobec uczucia, że muszą obiekt zdemonizować, by tylko oswoić coś, na co nie znajdują racjonalnego wytłumaczenia i postawić się w roli ofiary fą fątal, rzuconego uroku i klątwy. Często spotkać można takich, którzy by poczuć się bezpiecznie mdleją w ramionach kobiety, składają u jej stóp wszystkie swoje słabości, dyskomforty, traumy i jedyne czego pragną, to być niemowlakiem z owłosieniem łonowym. Nie można zapomnieć o tych, którzy mają ułożone życia, szczęśliwe związki, rodziny i nie mogą się przestać dziwić, gdy kandydatka na drugą wcale nie ma ochoty nią zostać, a im bardziej nie ma na to ochoty, tym bardziej zrobią wszystko, by mieć ją na wyłączność.  Lekarstwo na te wszystkie zachowania jest proste, nieskomplikowane i w przypadkach niewymagających leczenia w zakładzie zamkniętym, skuteczne. Sposoby są nawet dwa! Jedno polega na dokomponowaniu sobie równie poronionej taktyki uwodzenia, jako że jasne jest, że wyżej opisane tyczy się obu płci, by następnie wybuchł piękny, wielki, kolorowy, grzyb termojądrowy – toksyczny związek. Alternatywa zawiera się w słowach „Lubię Cię, będzie dobrze. Papa”.

Czasem żadne remedia nie są potrzebne. Wystarczy znaleźć się w jednym pomieszczeniu z mężczyzną, który wie, ze jest mężczyzną i to wystarczy, a jeśli w tym pomieszczeniu znajdzie się jeszcze kobieta, która wie, że jest kobietą i to wystarczy, to dzieją się cuda. Ta opcja z literackiego punktu widzenia jest jałowa, gdyż dramat żywi się konfliktem, konflikt rodzi wierszówkę, a w wierszówce cała zabawa.