Jestem osobą wysoce niedoskonałą. Wybujałe ego bije z poprzedniego stwierdzenia na kilometr, bo nawet niedoskonała staram się być w sposób wyniosły. Gdybym mogła moje ego przedstawić, w tyłek lalki wbiłabym kijek. Była by to kukła goryla wielkości kapucynki, której wydaje się, że jest seksy jak pantera, a potężna jak king kong. Egocentryzm i tendencja, do trzymania nosa we własnym zadku jest najmocniej zwalczaną, dlatego napiszę o przeciwieństwach.

„Przeciwieństwa się przyciągają, aczkolwiek jedno może zostać pożarte.” Powiedziała doktor psychologii, 60 letnia trzpiotka o moherowym systemie wartości, która jedne zajęcia z rozwoju osobowości dziecka, poświęciła na wyłożenie niesłuszności seksu analnego. Kukiełka mojego ego z kijem w tyłku się z nią szczerze nie zgadza.

To, przed czym uciekasz, goni Ciebie. Moi rodzice są hybrydami. Od pasa w górę artyści, od pasa w dół przedsiębiorcy. Tata nauczył mnie, że biznes to ludzie + „kupić taniej, sprzedać drożej”. Mama nauczyła mnie, że moja praca musi sprowadzać się do palca. Wskazującego „Idziemy tam. Ty zrobisz to, ty to, a ty to.”. Buntu było co nie miara. Negowanie siebie, to następny przejaw ego. Koniec końców, wiele lat pchałam i ciągnęłam bez skutku, by być przeciwieństwem moich rodziców. Kiedy puściłam kierownicę i pozwoliłam rzeczom się dziać, okazało się, że i ja jestem hybrydą. Robię trochę to, co tata, a trochę co mama, a sądząc po owocach, ku mojemu zaskoczeniu, jest to dobre.

Egocentryzm w biznesie nie jest niczym dobrym, bo prowadzi do postrzegania swoich ambicji jako potrzeb rynku. W twórczości też nie, bo prowadzi do egzaltacji, czyli brania świata emocji za rzeczywistość. Jung powiedział, że „przeciwieństwa się przyciągają, bo człowiek dąży do pełni”. Stąd życie zaroiło się od moich przeciwieństw, w postaci wspólników biznesowych. „Wybór partnera biznesowego jest trudniejszy niż wybór małżonka” mówi tata.

O szczegółach napisać nie mogę, bo wszystko co robię jest top secret. Różne rynki, a dla nich różne rzeczy. Różne dziedziny twórcze i różne projekty artystyczne. Wszystko robię z kimś. Każda z tych osób jest moim przeciwieństwem i posiada cechy, właściwości i umiejętności, których ja nie posiadam. Widzą rzeczy, których ja nie widzę. Z ciekawości, w wyobraźni, postawiłam tych ludzi obok siebie.  Opatrzyłam ich parametrami temperamentalnymi, płci psychologicznej, i innymi takimi schemacikami. Oni nie są do siebie w niczym podobni. Powinni jako moje przeciwieństwa, ale tak nie jest.

Konkluzja jest taka, że nie ma czegoś takiego, jak przeciwieństwa.  Człowiek jest tak bardzo złożoną jednostką, że nie da się go postawić na którymś z biegunów. Obserwuję, że pozornie wykluczające się cechy, są swoją konsekwencją, a jeśli są akceptowane i się wyrażają, dają przestrzeń potencjalności. Ludzie różni, jeśli się akceptują nawzajem, jeśli wyrażają siebie nie kłamiąc, nie dopasowując się, akceptując siebie i innych, dają przestrzeń potencjalności. Nie wiem jak to działa, co z tego wynika, gdybym wiedziała, byłabym seksuologiem. O uwodzeniu będzie następnym razem.