Jedni lubią oczy, inni stopy, włosy, cycki, tyłki, dłonie. Ja lubię zęby. Inne zęby, trudne zęby, zęby niebanalne, zęby ukrywane, zęby szczerzone, zęby zaciskane, pozjadane, zęby naprawiane, zęby dziwne. Zęby i kontekst zębów w ciele. Zęby jako pointa dzieła stworzenia, zęby jako ostatnie zdanie eseju, wyjaśniające każde słowo, które niezrozumiale padło wcześniej. Lubię zęby. Kocham zęby. Ludzie poznają swoje twarze, sylwetki, ubrania, czytają z dat urodzenia, ze słów, obietnic, z cv, z metryk, ja czytam zęby. Rozumiem zęby, poznaję zęby, zęby darzę uczuciami. Zęby które się mnie bały, zęby które były moje, zęby za którymi tęsknię, zęby, których wolę już nie spotkać. Tyle znaczą zęby, ile osób znam, co mają zęby. Każde coś innego. Nie spotkałam dwóch takich samych zębów. Jedne zęby się zmieniają, inne nie. Zapomnę imię, zapomnę słowa, zapomnę okoliczności, nie zapominam zębów. Zęby wbijają mi się w pamięć. W głowie mam bazę danych tysięcy zębów.

Kamila jest cała mała, ale zęby ma wielkie, nie pomieściły się drobnej szczęce. Jak łopaty wbite w nieładzie w ziemię przed fajrantem, niedbale niby, ale bardzo piękne. Ma taki dziecięcy grymas, że marszczy całą twarz i podciąga wargi najdalej na ciemne dziąsła, widać wtedy cały arsenał. Przytępiona miłością chowa górne zęby, ale czasem drga jej dolna warga pokazując dolne. Uwielbiam patrzeć na kanapki z serem, które ugryzła. To moje ulubione zęby.

Filip ma wielkie, długie, spiczaste trójki na górze, a wokół proste regularne niemal idealne zęby. Uśmiecha się łagodnie, zawsze niespodziewanie, wydaje przy tym krótki, cichy, wysoki, ziewnięty dźwięk. „hyh”. Raz zawiesił się, gdy gapiłam się na jego zęby. Bardzo powoli wargi zsunęły się na zęby, jak kokietki wolno mrużą uwodzicielsko oczy. Ma twarz tak żywą, że nie nadążam za feerią zębów.

Piotr jest cały duży, ale zęby ma mniejsze. Prawa dwójka wchodzi pod jedynkę. Górna szczęka jest spiczasta, wystająca, przy jego niskim, burczącym i dudniącym głosie wygląda to groźnie. Gdy szczerzy kły i mruczy, jego oczy się śmieją, a na szyi pogłębia się dołek spod grdyki do obojczyka. Gdy jest spokojny, jego pełne usta układają się w dzióbek, jednak nie zapominam, że te zęby tam dalej są.

Paulina, drobniuteńka, ma zęby duże, od 3 do 3 ustawione w prostym rzędzie, dalej zakręt i reszta. Na tych zębach potrafi pokazać setki grymasów, ale zawsze rytm i temat nadają wielkie sarnie oczy. Jej kły są tak łagodne jak ona cała. Martwię się o jej zęby, bo kiedyś uśmiechały się, gdy mówiła coś bardzo bolesnego. Jej uśmiech nigdy nie jest uśmiechem wprost, a za zębami zawsze coś jeszcze.

Konrad ma jedynki ustawione jak narty w pług, a za nimi reszta w rzędzie. Lewa jedynka zachodzi na prawą. Wszystkie duże, każdy inny, każdy ukształtowany długą, trudną historią. Nigdy nie rozumiałam, czemu mając takie zajebiste zęby, gdy się szczerze śmieje, natychmiast naciąga na nie usta albo chyli, odwraca głowę. Udało mi się kiedyś sprawiać, na mikrosekundy, by zapomniał o tym nawyku. To bardzo ważne zęby.

Joasia i Marek mają takie same zęby i spośród wielu wyrazów, jeden wspólny uśmiech. Wygląda, jakby boczne łuki ust mieli podczepione pod rusztowanie na szczycie czoła, a sznur był pociągnięty za zmarszczkę na nosie. Najpierw w dół idą nos, czoło, a potem w górę idą kurtyny ust i ostra rzeźba brwi, pokazując kwadratowe, ostre jedynki, kanciaste na krawędziach dwójki, trójki, a uśmiechają się tak szeroko, że widać im nawet siódemki. Ten uśmiech mają, gdy mają napad geniuszu. Coś mam z tego uśmiechu po Marku, ale najdokładniej odziedziczyłam kaczy dzióbek gdy się zamyślę. Kiedyś nasze zęby się dogadają i trzy kurtyny pójdą w górę.

 

Człowiek to jedyne zwierzę, które pokazując zęby nie sygnalizuje wrogości. Pomijając cyników, bo ci są permanentnie przerażeni. Ciekawa jestem, jakie ja mam zęby.