[...]

Zobaczyła tam Szamhat człeka

Męża dzikiego zajadłego

Zrodzonego z dalekich stepów

„Oto on niewiasto obnaż się

Przyrodzenie odsłoń piersi swe

Iżby źrałość twoją posiąść mógł

Skoro cię zobaczy zbliży się

Wzbądź się wstydu i w nim żądzę wzbudź

Przyjmij chętnie jego dyszenie

Szatę rozrzuć, ukaż się naga

Spraw iżby wezbrała w nim siła

Niechaj legnie, niech Cię posiądzie

Niechaj dziki legnie na tobie

Obcym go uczyni dla zwierząt

Jego moc miłosna na tobie”

Obnażyła Szamhat piersi swe

Ujrzał i zapomniał Enkidu

Gdzie się rodził w górach z kim biegał

I się wstydu Szamhat wyzbyła

Jego żądzę wraz rozbudziła

I westchnienie jego przyjęła

I do Szamhat przywarł Enkidu

Do Enkidu przywarła Szamhat

Uczyniła sprawę kobiecą

Przez dni sześć i przez nocy siedem

Dopadał i zapładniał Szamhat

Aż miłością nasyciwszy się

Na zwierzęta zwrócił oblicze

Pierzchły w skok od niego gazele

W drodze pierzchła zwierzyna stepu

Stał Enkidu ciało słabe ma

Nogi w ziemię jakby wrosły mu

Obłaskawił się już Enkidu

Już nie będzie biegał przez góry

Rozum zyskał i poszerzył słuch

Wraca do Szamhat u stóp siada

I w oblicze kobiety patrzy

Ona rzecze „Jesteś jak bóstwo

Czemu za zwierzem się uganiasz

Pójdź a wprowadzę Cię do miasta

Do lśniącego przybytku Isztar i Anu

[...]